Konta rzeczywiste i fikcyjne na Naszej-klasie Blogoidalna wpadka Gazeta.pl?
Podoba mi się!
38

Wywiady z bloggerami #4 - Gluth: człowiek, który pogrążył Pekao SA

lipiec 17th, 2008, Paweł Opydo

WywiadDziś wywiad z osobą wyjątkową - z blogerem, który wykrył jedną z największych internetowych afer w polskiej historii, i prawdopodobnie największy wyciek danych w polskiej Sieci. Z blogerem, którym - mimo to - nie zainteresowały się media, zamieniając go na anonimowych “internautów”, albo wręcz “hakerów”.

Kuba “Gluth” Nietrzeba na swoim blogu poinformował kilka dni temu o braku zabezpieczeń około 3000 CV i listów motywacyjnych, na stronie banku Pekao SA. Skutkiem tego był ogromny skandal, którym szybko zainteresowały się media. O etyczne aspekty tego zdarzenia, i jego wpływ na życie Kuby, zapytałem jego samego :) Zapraszam do czytania.

Paweł: Na początek: spodziewałeś się, że rozpoczniesz coś, co będzie nazywane “Największym wyciekiem danych w historii polskiego internetu”?

Kuba: Nie, nawet przez chwilę. Myślałem, że znalazłem ciekawego niusa, pomyłkę, którą można nagłośnić ku przestrodze.

Paweł: No ale stało się ;) Wykop, z niego pewnie wiele tysięcy wejść. Potem media internetowe - i klasyczne, gazety, telewizja. W którym momencie zapomniano o Tobie, jako o źródle?

Kuba: Wykop w pierwszym dniu wygenerował 5 tysięcy wejść, od tamtego czasu ta liczba systematycznie spada (i dobrze ;)). Wydaje się, że zapomniano w momencie, kiedy sprawa przeszła do “topowych” mediów internetowych. Jako, że większość z nich ma własny element społecznościowy, to nie wspominanie o konkurencji jest raczej oczywiste. Z tych bardziej znanych to Polityka.pl (bardzo rzetelny, długi artykuł), i Dziennik Internautów wskazały źródło cytatów, i źródło informacji.

Paweł: A potem się urwało? Nikt z klasycznych mediów, które cytowały dość żenujące wyjaśnienia Pekao, nie zainteresował się rozmową z blogerem, który całą sprawę ujawnił? Nie czujesz się nieco pokrzywdzony?

Kuba: Ja wiem? To mi wystarczy, nie jestem głodny ani sławy, ani rozgłosu. Moja rodzina jest ze mnie dumna - to jest fajne. Na dłuższą metę kojarzenie mnie z taką sprawą mogłoby być dość kłopotliwe.

Paweł: Wiele osób krytykowało Cię za to, że umieściłeś bezpośredni link do katalogu z CV i listami motywacyjnymi. Z perspektywy czasu - zrobiłbyś to drugi raz, czy jednak uważasz, że to był błąd?

Kuba: W pierwszej wersji wpisu linków nie było, później jednak stwierdziłem, że to bez różnicy - podać linki, czy też powiedzieć jak to znaleźć. Dzisiaj zrobiłbym pewnie tak samo. Jeśli już coś wpłynęło do wyszukiwarki, to jest po sprawie: nie ma co ukrywać czegoś, co i tak jest jawne.

Paweł: Kontaktowałeś się z bankiem w tej sprawie? A jeśli tak, to w którym momencie?

Kuba: Nie, nie kontaktowałem sie z bankiem.

Paweł: To była świadoma decyzja, czy po prostu nie zastanawiałeś się nad tym, nie spodziewając się takiego odzewu?

Kuba: Świadomie, poczułem coś w rodzaju przeczucia. Potraktowanie takiej instytucji z pobłażliwością, spowodowałoby zapewne usunięcie błędu po cichu, bez rozgłosu. Dane najprawdopodobniej i tak już były wykradzione. W momencie, gdyby sprawa była załatwiona po cichu, nikt z Pekao nie pokwapiłby sie poinformować tych ludzi o zaistniałej sytuacji, z oczywistych względów. To jest bank, on się zajmuje pieniędzmi milionów ludzi, należy się nam chyba wiedza na temat tego, jak chronione są nasze dane?

Paweł: Nie rozważałeś opcji: informujesz bank, czekasz kilka dni na reakcję, a potem opisujesz wszystko na blogu - wraz ze screenami, reakcją Pekao etc.?

Kuba: Mogłem tak zrobić. Nie chcę prorokować, co mogłoby się stać w takiej sytuacji - nie chciałem być obarczony winą za sytuację (łatwo jest komuś przykleić łatkę “haker”), to był za “gruby” błąd - jak zobaczyłem logo banku na głównej stronie tego serwisu, to sam na początku nie mogłem uwierzyć, to było nieprawdopodobne, ktoś musiał o tym powiedzieć!

Paweł: A w drugą stronę - bank jakoś kontaktował się z Tobą w trakcie “afery”?

Kuba: Nie, podejrzewam ze właśnie dzięki temu, że na wielkich portalach nie było o mnie wzmianki, że tam źródłem są “anonimowi internauci”.

Paweł: Co Ci przyszło do głowy, kiedy pierwszy raz przeczytałeś komunikat prasowy Pekao? Ten o hakerach, i zaskarżaniu internautów? ;)

Kuba: Szczerze mówiąc zarechotałem - tak, tak samo jak się śmieję z dowcipów. Później doszedłem do wniosku, że jak się siedzi w bagnie po uszy, to trzeba ochlapać błotem najwięcej osób. Wtedy wydajemy się mniej brudni - z tego punktu widzenia, takie działanie jest zrozumiałe.

Paweł: Z jednej strony, gdyby nie Twój blog, to zapewne nikt by się o tym nie dowiedział. Z drugiej, większość mediów nie jest zainteresowana źródłem tej informacji. Jak - po tych doświadczeniach - oceniasz potencjał opiniotwórczy blogosfery?

Kuba: Im większa instytucja, tym bardziej bezwładna. Opóźnienia w podawaniu newsów, brak zaangażowania, brak zainteresowania tematem (nikt nie odważył się zadać niewygodnych pytań rzecznikowi) - dziennikarze potakiwali, drukując to, co wypluwa dział PR dużej firmy. Blogosfera nie boi się zadawać pytań - i tych odważnych, i tych głupich. Blogi są opiniotwórcze - mają swój target, który je czytuje, który rozumie świat internetu, nie boi się użyc wyszukiwarki, żeby znaleźć źródło informacji.

Paweł: Czyli mamy przewagi nad mainstreamem :) Dzięki za ten wywiad! Chcesz kogoś pozdrowić?

Kuba: :) Rodzinę, przyjaciół, świat.



Kategorie: Blogging, Internet, Media |

23 komentarzy do wpisu “Wywiady z bloggerami #4 - Gluth: człowiek, który pogrążył Pekao SA”


Olgierd:

Jednak linkowanie do zbiorów było błędem. Takich rzeczy się nie robi.

Przemysław Żyła:

zwykle takie rzeczy się ujawnia po fakcie kontaktu z instytucją. oczywiście nie ma obowiązku, ale Kuba chyba nieświadomie ujawnił dane wszystkich tych osób z CVek i to rozdmuchał przez Wykop. Trochę bezsensowne zachowanie wg mnie.

Igor:

A ja zgadzam sie z Kubą: te dane i tak juz trafiły do tego kto moze je wykorzystać. “Anonimowi Internauci” i tak nie wykorzystaja tych danych w “niecnych celach”. Siła relacji nie byłaby taka wielka bo mozna by wmówic, że bank zareagowal przecież od razu i nic się nie stało. A stało sie dużo i dzieki takiemu zabiegowi uniemożliwiono zamiecenie sprawy pod dywan. GRATULACJE!

Pzdr - Igor

Paweł Opydo:

A ja szczerze mówiąc… sam nie wiem. Z jednej strony trochę szkoda tych ludzi, których dane stały się ogólnodostępne. Nie ma co się oszukiwać - gdyby “posprzątano” przed ujawnieniem afery, to nie trafiłyby one do tysięcy przypadkowych ludzi.

Z drugje strony, spowodowałoby to zapewne zamiecenie sprawy “pod dywan”, a klienci Pekao żyliby w błogiej nieświadomości ;)

Łukasz (lemur):

Ja oceniając z perspektywy czasu postąpiłbym nieco inaczej. Zebrałbym wszystkie materiały, screeny, linki, czy wręcz zapisane całe strony (może i te nieszczęsne aplikacje), przygotował z tego porządny raport i dał znać bankowi oraz nieszczęsnej firmie Possumo. Zastanawiam się też czy jednym mailem (z tym materiałem, np. w pdfie) nie załatwiłbym przy okazji innych odbiorców - alertu, kontaktu na TVN24, Amry (M. Maciarzyńskiego z PRNews.pl). Ot tak - info dostaje jednocześnie bank, twórca strony i media. A po np. 24 godzinach opublikowałbym to na blogu. Opublikowałbym z linkiem - ale nie do strony, tylko do wyników w google.

koniczynek:

Na początek kontakt z administracją strony i zabezpieczenie danych, potem upublicznienie swojego odkrycia, ale w sposób, który nie pozwala na ad hoc dostanie się do danych. Wiadomo, że kto wiedział jak to zrobić to i tak to zrobił, ale podanie tego dostępu na tacy spowodowało tylko, że banda dzieci neo żuciła się na te CV. A to już jest czysta głupota. Zachowanie Glutha - wysoce nieprofesjonalne. No chyba, że to miało być tylko nagłośnienie jego bloga, w takim razie to mu się udało.

Paweł Opydo:

Panowie, pamiętajmy też, że Kuba nie spodziewał się, że ujawnia taką “aferę”. Więc pewnie nie spodziwał się liczby odbiorców większej, niż standardowa ilość czytelników jego bloga…

Olgierd:

Heh, nawet jeśli spodziewam się tylko 100 odwiedzin, z czego myślę, że najwyżej 10 osób kliknie w link to trzeba mieć na uwadze do czego się linkuje.

Na marginesie warto przypomnieć, że mamy w polskim orzecznictwie sądowym rozstrzygnięcie nt. głębokiego linkowania (I ACa 564/04) i chociaż dotyczy rozpowszechniania wizerunku, można przypuszczać, że w przypadku deep linku do innych danych rozstrzygnięcie sądowe będzie podobne.

shpyo:

Czytacie Wy to co on pisał? Przecież te dane i tak były dostępne w Google. Gdyby on nie dał linka to zrobiły to ktoś inny (np. ja :P). Dobrze zrobił podając linki. Banki to takie instytucje, które bezpieczeństwo powinny stawiać na pierwszym miejscu i to bez względu na koszty. Zatrudnili lipną firmę i teraz mają ;). Współczuję tylko programiście, który pisał tą aplikację ;).

iluvatarek:

1. Zabezpieczam materiały(ale dowody, screeny… a nie CV).
2. Informuję Bank/administrację.
3. Czekam na zabezpieczenie danych.
4. Bloguję, linkuję, wykopuję, robię szum.
5. Czekam oklaski.

Złamanie tej kolejności, jest nieetyczne, nieprofesjonalne i niestety nielegalne.

vic:

@iluvatarek, może i nieetyczne,ale wszystko co zrobił jest legalne.

Jedynie co jeszcze powinien zrobić - to powiadomić odpowiednie organy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa ze strony Banku.

To że masz ogólnie dostępne prawem chronione dane osobowe winę ponosi Bank i te osoby które to rozpowszechniają (p2p). w Tym wypadku Bank rozpowszechniał nieumiejętnie tworząc witrynę.

Posiadać takie dane też możesz mieć ale na własny użytek - i to jest legalne. Linkowanie tez jest legalne nie Ty ponosisz odpowiedzialność że google czy Bank ma to w swoich zasobach

iluvatarek:

@vic
No nie do końca, bo udostępnianie linków do danych osobowych jest łamaniem stosownego prawa, tak samo jak niezawiadomienie odpowiednich organów. Nie mam racji? Wina Banku jest niekwestionowalna - nie ma o czym tu gadać. Oczywiście Gluth ma moje pełne poparcie - dajcie mi petycję - już ją podpisuję! Nie skomentowałeś profesjonalizmu, którego wątpliwość śmiałem zauważyć.

Olgierd:

Troszkę tak, być może nadgorliwy prokurator może potraktować to jako pomocnictwo w popełnieniu przestępstwa.

lavinka:

Czy linkować czy nie? Gdyby nie podlinkował - nie byłby wiarygodny. Opisać, jak dotrzeć do linku - to samo. Że tak powiem… ryzyko zawodowe :)

Nomad:

Kolejnosc powinna byc taka, jak napisal @iluvatarek, z dodaniem punktu 2a:
- powiadomienie GIODO o popelnieniu przestepstwa niedopelnienia obowiazku nalezytego zabezpieczenia danych osobowych zgodnie z ustawa o ochronie danych osobowych (UODO), a to zagrozone jest kara z art. 51 i/lub art. 52.
Art. 51.
1. Kto administrując zbiorem danych lub będąc obowiązany do ochrony danych osobowych udostępnia je lub umożliwia dostęp do nich osobom nieupoważnionym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Art. 52.
Kto administrując danymi narusza choćby nieumyślnie obowiązek zabezpieczenia ich przed zabraniem przez osobę nieuprawnioną, uszkodzeniem lub zniszczeniem, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Ale nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem. Skoro bank nie dba o ustawe i zabezpieczenie danych, to nie mozna wymagac tego od “anonimowego internauty”. Mam nadzieje, ze ta afera podniesie swiadomosc obywateli zwiazana z UODO.
W przypadku internautow udostepniajacych dane w sieciach p2p, GIODO moze sciagac za rozpowszechanianie, zgodnie z art. 49 lub z wczesniej zacytowanych 51 i/lub 52
Art. 49
Kto przetwarza w zbiorze dane osobowe, choć ich przetwarzanie nie jest dopuszczalne albo do których przetwarzania nie jest uprawniony, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Natomiast, jezeli chodzi o wypowiedz p. Mierzwy, ze bedzie scigal internautow, ktorzy sciagneli sobie dane z serwera, to raczej nie ma sie czego bac. Mozna przyjac, ze dane te byly ogolnodostepne (i wtedy nie ma zlamania przepisow), albo jezeli przyjete zostanie zalozenie, ze dane te jednak byly chronione, to internauci moga liczyc na umorzenie (jezeli oczywisie nie rozpowszechniali).
Nie jestem prawnikiem, ale zajmuje sie jako ABI (administrator bezpieczenstwa danych) tym problemem. :) Jezeli chceci poczytac wiecej na te tematy,to zapraszam do siebie.

Tak czy inaczej mial Kuba szczescie/niesczescie (niepotrzebne skreslic), a media 1.0 daly ciala.Media 2.0 pokazuja nowy sposob przekazu informacji.

sawb:

Ok, ale np. Gazeta-pe-el (która podobno jest pro blogerom i nawet wspiera Kodeks Blogerów) nie podała źródła, tylko napisała o swoim (sic!) Alert24-pe-el. Mi się to nie za bardzo widzi.

cL4w5:

To problematyczny temat i nie da się jednostronnie powiedzieć czy publikacja informacji była dobra czy zła. Moim zdaniem osądzanie tego nie leży w naszym zakresie. A cała ta sytłacja raczej powinna zmuśić nas do przemyślenia tej sprawy i wyciągnięcia z niej “wniosków”.

Jednostronnym winowajcą jest administrator, który przez własny błąd doprowadził do ujawnienia tych danych. Dlaczego administratora nikt nie sądzi?

Niestety mentalność ludzka jest taka iż często błotem smaruje sie nie tego kto coś źle zrobił, a tego kto to zauważył. A poziom zabezpieczenia naszych danych w wielu firmach pozostawia wiele do życzenia…

Nickulec:

Panie i Panowie, my nie żyjemy w jakimś Eldorado tylko w Polsce. Gdyby autor, którego podziwiam za odwagę, doniósł o tym na policję i do banku, to nie dość, że by ukręcili łeb sprawie to by jeszcze jego załatwili. Dobrze się stało, że wybrał taki sposób, i to nie dlatego że dane były już jawne, ale dlatego, że teraz za dużo osób o tym wie, żeby pekao mogło sobie pozwolić na zrzucanie winy na innych (a zauważcie, że już próbowało). Teraz już żaden ruch pekao w tej sprawie nie przejdzie bez echa, a autor jest chroniony powiedziałbym przez to, że jest przykuta uwaga społeczna do tej całej sprawy. Więc jeszcze raz gratulacje za odkrycie tego skandalu. Mam nadzieję, że osoby odpowiedzialne za to poniosą odpowiednie konsekwencje.

mGz:

Brawo. Naprawdę kawał dobrej roboty. Jedyne co może zrobić bank to zaskarżyć złą wyszukiwarkę :) Pozdrawiam

medevacs:

Gdyby autor skontaktował się najpierw z bankiem bez ujawniania tego skandalu to “bankowo” jego by zakmnęli za rzekome włamanie. Już były podobne przypadki, chyba nawet opisywane również na wykopie. Akcje typu człowiek znajduje błąd w zabezpieczeniach firmy X, kontaktuje się z nią, oni go zapraszają do siebie w celu wynagrodzenia za odnalezienie błędu, człowiek jedzie na spotkanie, a tam policjanci z kajdankami i pozew o włamanie. I to nic, że on się wcale nie włamał. Proces, nawet jeżeli jest się niewinnym niszczy człowieka, zżera kupę pieniędzy i na długi czas przylepia mu łatkę kryminalisty. Nawet jeśli sąd uzna jego niewinność to potem i tak niektórzy krzywo patrzą “bo przecież miał proces, czyli coś z nim nie tak, nie wytacza się przecież procesów niewinnym ludziom”. Dlatego trzeba unikać sądów jak tylko się da. Ewentualnie mógł jeszcze zrobić manewr taki żeby skonsultować się z jakimś adwokatem i np. przez niego powiadamiać bank czy coś w tym stylu, no ale to już pochłania pieniądze, a tego nie możemy od odkrywcy tej afery wymagać.

MECHANIZM:

Jedna sprawa to ujawnienie informacji do netu przez Glutha ale druga, ZDECYDOWANIE GORSZA, totalnie nieprofesjonalna i brzemienna w skutkach to… próba zastraszenia niewinnych internautów przez rzecznika banku ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ KARNĄ. Oczywistym jest, że osoby które takie pogróżki przeczytały starały się maksymalnie tę sprawę rozgłośnic z prostej przyczyny - jako jedyny skuteczny sposób walki z plującym jadem i bez wątpienia nierównym przeciwnikiem - bankiem (który oczywiście nie wziął od początku odpowiedzialności za przeciek) poprzez włączenie w krąg “winnych” jak największej ilości osób, na tyle dużej żeby bank jedyne co mógł zrobic to podwinac grzecznie ogonek. Konkluzja jest logiczna i prosta - drugiej fali popularności, wejśc i sciągnięc CV winien jest sam bank, który za podobne zachowanie najpewniej na zachodzie szybko skonsumowałby stosowną odpowiedź klientów i zniknąłby niechybnie z rynku.

batwing:

Linkowanie danych osobowych to nie to samo, co linkowanie do “Precious” DM - tutaj szafuje się czyimś wizerunkiem - czymś nie do odzyskania. Podrzucanie odnośnika, czy choćby informacja o tym jak te dane uzyskać powinna być, moim zdaniem, poprzedzona poinformowaniem adminów/policji/giodo (no i oczywiście zabezpieczeniem materiałów - przynajmniej listingu katalogu). Każdy ma prawo popełniać błędy, ale nie uczyć się na błędach, to już głupota.

Dzixon:

Haha ! to moj kuzyn :D

Napisz komentarz




 



Autorzy Bliplog Szukaj RSS