Wykop na YouTube.pl Carl Icahn chce odwołać zarząd Yahoo
Podoba mi się!
3

Facebook “mówi” po polsku

maj 15th, 2008, Paweł Opydo

Facebook - wersja polskaZnany wszystkim Facebook, jeden z najpopularniejszych serwisów społecznościowych świata, od dziś (oficjalnie?) “przemawia” do nas w naszym rodzimym języku.

Polską wersję serwisu znajdziemy pod adresem pl.facebook.com, ale jeżeli mamy już założone konto, to po zalogowaniu i tak zostaniemy przeniesieni do wersji angielskiej. Żeby to “poprawić” trzeba wybrać odpowiedni język w ustawieniach.

A jak tłumaczenie wygląda w praktyce? Widać w niektórych momentach, że wszystko jest przeniesione dosłownie z angielskiego, bo brakuje “swobody” języka - ale zasadniczo jest dobrze. Gorzej, że zdarzają się frazy w ogóle nie przetłumaczone - niby większość rodzimych użytkowników zrozumie je bez trudu, ale jak już się tłumaczy, to od początku do końca. Wierzę jednak, że i to zostanie poprawione.

Liczba użytkowników z Polski obecnie rośnie, dlatego chcemy sprawić, aby kontaktowanie się i dzielenie informacjami z rodziną czy przyjaciółmi było jeszcze prostsze.

Tak mówi Product Manager, Matt Cohler. Masa “pijarowego” spamu, co? Po przetłumaczeniu “na ludzki” brzmiałoby to mniej-więcej tak:

Popatrzyliśmy na Naszą-KlasęGrono, i zauważyliśmy, że na polskim rynku możemy jeszcze sporo zarobić, bo nie wszystkie kawałki tortu są jeszcze zjedzone, a chętnych niemało.

A dla nas, użytkowników, to dobrze ;)



Kategorie: Internet, Technika |

22 komentarzy do wpisu “Facebook “mówi” po polsku”


brt12:

Ludzie z Facebooka raczej nie patrzyli na naszą-klasę czy grono, bowiem polski to raptem jeden z kilkudziesięciu nowych języków wprowadzonych. Wydaje mi się, że raczej patrzyli na statystyki swojego portalu i stwierdzili, że i tak to użytkownicy odwalą za nich całą robotę ;)

A co do tłumaczenia samego w sobie, to już kiedyś o nim u siebie pisałem. Sam mam chyba 2. miejsce pod względem części w jakiej przetłumaczono Facebooka, ale mimo wszystko wróciłem do angielskiej wersji. Polskie tłumaczenie jest po prostu kiepskie.

Nowości na Digg i Facebook at [Tech] Soltys:

[...] Facebook “mówi” po polsku [...]

Olgierd:

Nie wiem skąd ten news, że Facebook miałby być po polsku od wczoraj dopiero. Ja już w naszym języku widziałem go tydzień temu, dałem nawet temu świadectwo.

Paweł Opydo:

@brt12 - nie no, oczywiście “spojrzenie na NK/Grono” było trochę ironiczne, bo wiadomo, że wprowadzenie nowych języków to po prostu chęć zwiększenia zasięgu i zysku, a nie “chcemy sprawić, aby kontaktowanie się i dzielenie informacjami z rodziną czy przyjaciółmi było jeszcze prostsze” ;)

Paweł Opydo:

@Olgierd - nie wiem, ja z FB raczej nie korzystam, a info o wczoraj wyciągnąłem z oficjalnych informacji, które zresztą podały wszystkie media. A tydzień temu można było w profilu wybrać nasz język, czy tylko sg była przetłumaczona może?

brt12:

FB w większości po polsku był możliwy do użycia od jakiegoś miesiąca.
Swoją drogą to właśnie myślę o tym całym tłumaczeniu. Polecam bardzo trafne uwagi w komentarzu autorstwa Tomasza Nideckiego.

Yahooligan:

No i co nie ma chetnych do Facebook? Jezeli juz jestescie w N-K, Fotka, Grono, plotka glupotka… to MUSICIE byc w Facebook. Bo jeszcze Was cos ominie

Paweł Opydo:

@Yahooligan - niestety, czy to się Tobie podoba czy nie, trwa era serwisów społecznościowych, i są one już nieodłączną częścią Sieci :) A Facebook jest jednym z największych. Możesz udawać, że ich nie ma i nie są nikomu do niczego potrzebne - ale to raczej nic nie da :)

Yahooligan:

Ja nie udaje, ja pamiatam czasy sprzed blogow i social networks (spolecznosciowek?) i uwierzysz mi lub nie, niczym tamto zycie w sieci nei roznilo sie od tego. Tzn roznilo sie ale jedynie pod wzgledem oprawki. Wowczas to byly fora duskusyjne rozne lsitsevs: pol-listy, sciapy, tyija itd. Wowczas tez wszyscy starali sie nalezec do tych najpopularniejsszych, zaistniec tam wpisujac jakies kontrowersyjne brednie czy wrecz obelgi, trollowac. Byly tez zdjecia z wakacji (80% wszystkich zdjec w internecie to fotki z ostatniej podrozy — jakie to zalosne), pseudo artykuly, pseudo poezja, pamiatnieki itd.

Oczywiscie kazdy ma to tego prawo (tak jak ja mam prawo aby byc nieco uszczypliwy), ale nie popadajmy w technologiczna euforie. Forma przekazu nie jest wazniejsza niz tresc i nigdy nie bedzie.

Paweł Opydo:

Ja też te czasy pamiętam (jeszcze ;)), ale ktoś inny powie, że pamięta czasy, gdy w ogóle Internetu nie było, więc “po co to komu?”. Jeszcze inny stwierdzi, że pamięta czasy, jak telewizorów nie było, więc “po co komu telewizja?” :)

Sieć też się zmienia - kiedyś był IRC i grupy dyskusyjne, dziś mamy mikroblogging i serwisy społecznościowe.

Yahooligan:

Mialem wrazenie, ze blog ten jest o techkulturze a nie jedynie tech — jak nowinki technologiczne. A skoro tak, to pytanie czy cos sie zmienilo poza tech w tej naszej kulturze jest zasadne. Zreszta w blogach poswieconych blogowani i Internetowi, mowi sie czesto o tresci (content) a nie formie lub jak ta forma wplywa na tresc i odwrotnie — to bardzo ciekawe zagadnienie. Niepotrzebnie je Pan bagatelizuje.

Jeeli przekona mnie Pan, ze ogladanie zdjec z podstawowki wskanowanych do Naszej-klasy jest jakas rewolucja technologiczna czy kulturowa w porownaniu z takim samym ogladaniem TYCH samych zdjec na listserwerze , przeslanych faxem czy tez osobiscie na kanapie w malej kawalerce, to bedzie mi bardzo milo.

Paweł Opydo:

Nasza-klasa to nie tylko galeria, ale też serwis społecznościowy pozwalający na odnowienie kontaktów z ludźmi z podstawówki - może to nie rewolucyjny pomysł, ale praktyczna sprawa (szczególnie teraz, kiedy “każdy jest na naszej-klasie”).

Oczywiście, że od czasów oglądania zdjęć w albumie do czasów oglądania zdjęć w serwisie społecznościowym nastąpiła rewolucja techniczna :) Tak samo jak “społeczeństwo internetowe” można nazwać rewolucją kulturową.

Yahooligan:

Z ostatnim Pana stwierdzeniem mam powazny klopot. Czy rzeczywiscie ogladanie zdjec w internecie lub pisanie do siebie vis internet zamiast tradycyjnej poczty to rewolucja? To troche tak jakby ktos staral sie udowodnic ze wyswietlanie “gadajacej glowy” w internecie, czy tez TV, jest rewolucja, w porownaniu z tym co znali nasi ojcowi czy tez dziadowie z przekazu bezposredniego w klasie czy z ambony. Jak absurdalne jest takie twierdzenie wystarczy sobei wyobrazic kogos w internecie probujacego uczyc ze ziemia jest plaska a slonce kreci sie dookola zimie.

Czy rozumie Pan co mowie? Forma jest istotna, ale tylko gdy idzie w parze z trescia. To ze mozemy dzis podac swoj numer telefonu (czego zreszta nie robimy) i zdjecie w n-k, to nic, to chwilowe zauroczenie, ktore przeminie tak jak przeminely fora i jak przeminely wpisy do pamietnika na koniec turnusu kolonijnego. Nie dajmy sie zwarjowac.

Paweł Opydo:

Tak, poczta elektroniczna jest rewolucją w stosunku do poczty “klasycznej” :) A nie jest? Internet nie jest rewolucją? Trochę to dziwne.

Możliwość stworzenia globalnej społeczności, niezależnej od barier odległości, kosztów, możliwość pokazywania swojej twarzy, swoich zdjęć, przekazywania myśli całemu światu - to nie jest rewolucja? :)

Dziwne.

Yahooligan:

Nie, spolecznosciowki to nie rewolucja. Mozna nawet argumentowac, ze to cofanie sie w rozwoju, poniewz zamiast naturalnego face-to-face obcowania z ludzmi, obcujemy z nimi via Internet.

Internet to rewolucja w aplikacjach biznesowych, usprawnianiu obslugi klientow, w bardziej ekonomicznej i szybszej wymianie informacji, ale w sferze kontaktow miedzyludzkich czy kultury, to obawiam sie, ze spolecznosciowki to boczna slepa uliczka (w ktora jak te barany dajemy sie zapedzac spekulantom).

Paweł Opydo:

W takim razie mamy inne zdanie :)

Ja uważam, że skoro kiedyś ludzie mogli rozmawiać tylko face2face, potem mogli “rozmawiać” także listowo, potem telefonicznie, aż wreszcie mogą sobie dowolne dane bez ograniczeń wysyłać siecią - to jest spora rewolucja :)

Nie podzielam poglądów, że internet nas “cofa”, bo nie rozmawiamy przez niego “w realu”. To po prostu inna forma komunikacji i wymiany danych, dająca nowe możliwości.

Yahooligan:

Wiesz, bylem ostatnio na duzej konferencji Web2.0–owej gdzie prezentowano m.in. najnowsze pomysly i obiecujace startups. Jednym z nich byl program pozwalajacy ogladac video lub webtv z wlasnej kanapy ale razem z kumplami (ktorzy sa w swoich domach, pzry swoich kmputerach) i jednoczesnie komentowac to co sie widzi, oceniac ogladane video itd. Prezentujacy uwazal oczywiscie, ze to genialny pomyls i wielki przelom; czesc publicznosci zachwycona byla technicznymi rozwiazaniam pomyslu (wiekszosc publicznosci to ludzie IT oczywiscie, zeby nie powiedziec nerds) az ktos wstal i stypal: “Poczekaj, czy ja dobrze zrozumialem? Proponujesz, ze grupka przyjaciol zamiast spotkac sie razem i pojsc do kina i porozmawiac jak ludzie (po seansie) przy piwie i chipsach, zostaje w domu i oglada ten sam film jedzac chips i popijajac piwo — SAMOTNIE? Czy to jest ten wielki przelom?”

Naturalnie, inni natychmiast wytoczyli kontrargumenty, ze przeciez to jest tylko wybor, dodatkowa mozliwosc… A co jak ktos jest chory, lub przyjaciele sa kazdy w innym miescie? itd itd. Oczywiscie mozna przyjac ze sa takie sytuacje, w ktorych ten nowy serwis bedzie mial sens, ale ma on rowniez swoja druga, absurdalna strone. Naszym obowiazkiem (jako uzytkownikow ale tez propagatorow, komentatorow techkultury) jest patrzec na obie strony medalu, mowic o tych absurdach czy skutkach ubocznych tak samo jak mowimy o zaletach. To tylko tyle.

Paweł Opydo:

No to jest oczywiście racja, ale to nie znaczy, że możliwość np. wideorozmowy z kimś z drugiej półkuli nie jest rewolucją w porównaniu do tego, co mieliśmy np. 100 lat temu. Wszystko ma swoje dobre i złe strony.

Znaczy co, telefony są złe, bo nie rozmawiamy z ludźmi w realu? Samochody są złe, bo nie chodzimy na spacery? Wiadomo, że wszystko można wykorzystać w dobry i zły sposób, ma plusy i minusy. To, że ludzie czasem wolą komunikować się w Sieci, niż w realu, to nie jest problem internetu, tylko problem tych ludzi ;)

Yahooligan:

Tak, ale Internet nie jest lepszy i nie powinien zastepowac innych form komunikacji czy, ogolniej, kultury. Czasem wydaje mi sie jednak, ze popadamy w skrajnosc i uznajac jakis kolejny portal spolecznosciowy za kulturowy przelom czy rewolucje “napedzamy” ludzi do korzystania z takich wlasnie form, tak jak by inne byly anachroniczne czy gorsze. I nie mow mi, ze tak nie jest. Wystarczy wejsc do kawiarni i rzucis na stolik…sagen z czarno-bialym ekrankiem i co, jaka bedzie reakcja? A przeciez najnowszy model Sony-Ericssona czy telefon Prady nie “zrewolucjonuja” jakosci naszych rozmow.

Paweł Opydo:

Nie no, kolejne portale społecznościowe nie są rewolucją, nie oszukujmy się. Rewolucją są wszystkie, jako całość, a nie każdy z osobna kolejny. Co nie znaczy, że inne formy komunikacji są melodią przeszłości.

Zresztą, internet rozwija się “sam”, nikt nie może jego rozwojem kierować - to, czego “społeczeństwo sieciowe” nie chce, udapnie, a to, czego potrzebuje, prędzej czy później powstanie. Więc trudno mówić, czym “powinien” a czym “nie powinien” internet być.

Tak jak z tymi telefonami. Każdy kolejny model telefonu nie jest przełomem, ale telefonia komórkowa jako forma kontaktów międzyludzkich jest ;)

Yahooligan:

No i znowu sie zgadzamy, az nudno sie robi ;-)
Moze jedynie z tym internet “rozwija sie sam” moglbym podyskutowac, ale to juz na inna okazje.

Paweł Opydo:

“Rozwija się sam”, w sensie, że nikt nie jest w stanie tego kontrolować etc. - oczywiście to stwierdzenie bardzo ogólne, ale zasadniczo wszystko co tworzymy w Sieci zostanie zweryfikowane przez użytkowników. Jeżeli serwis jest potrzebny 100 ludziom, to będzie z niego korzystała setka, jeżeli milionom - to będą korzystały miliony etc. nie mamy na to wpływu, nikogo nie zmusimy do korzystania z serwisu i tak dalej :)

Napisz komentarz


Partnerzy Szukaj RSS  
Partnerzy Szukaj RSS