Prywatność w Sieci według Wyborczej |
Paweł Opydo
Oj, rozpętała się nam mała burza. Najpierw Marta Klimowicz skomentowała artykuł swojej imienniczki, pani Strzeleckiej, która w Gazecie stara się udowodnić, że w internecie czyha na nas ogromne niebezpieczeństwo. Potem Marcin Jagodziński stanął w obronie pani redaktor, co mnie niezmiernie dziwi, gdy czytam bzdury które ona wypisała.
Sprawa emocjonujÄ…ca, wiÄ™c i ja siÄ™ odezwÄ™ ;) Na poczÄ…tek co-nieco o artykule z Wyborczej, który staÅ‚ siÄ™ zaczÄ…tkiem dyskusji. No cóż… Dawno nie czytaÅ‚em czegoÅ› tak populistycznego. Wiadomo, że masa ludzi boi siÄ™ internetu, boi siÄ™ o swojÄ… prywatność. WiÄ™c najÅ‚atwiej zrobić szum straszÄ…c ich i stwierdzajÄ…c, że widmo inwigilacji i Å›wiata, którym rzÄ…dzi Google wisi nad nami nieustannie.
Tak wiÄ™c od razu dowiadujÄ™ siÄ™ mrocznej prawdy: “wiedzÄ… o tobie wszystko” - pisze pani Strzelecka. Problem polega na tym, że na przykÅ‚ad takie dostosowywanie treÅ›ci do użytkowników odbywa siÄ™ skryptowo. Czyli KTO wie o mnie wszystko? Skrypt, który wyÅ›wietla reklamÄ™ upominków dla zakochanych, kiedy w mailu pojawiÄ… siÄ™ sÅ‚owa zwiÄ…zane z miÅ‚oÅ›ciÄ…?
![]()
[Google] wie, ile płacę księgowej, która wysyła rachunki mailem, i jak nazywają się inni jej klienci.
Marcin krytykuje porównania, jakie zastosowała Marta Klimowicz, ale one nasuwają się same. Jeżeli pani Strzelecka boi się programu pocztowego, to tym bardziej powinna bać się tego cholernego, zdradzieckiego listonosza!
Spójrzmy prawdzie w oczy. Taki listonosz wie, kto wysyła do nas listy, ile ich wysyła, z kim innym koresponduje i jak często. Zna adresy osób, które ze sobą korespondują. Do tego wręczając paczkę jest w stanie oszacować Twój wiek, stan majątkowy, a widząc (lub nie) obrączke na palcu pozna stan cywilny. W ten sposób Poczta Polska tworzy bazę klientów, o których wie niemal wszystko! Aż strach się bać! Dalej czytamy:
Australian Airlines przyznały się niedawno, że na podstawie informacji ze skrzynek pocztowych, serwisów społecznościowych i transakcji online kartami kredytowymi każdemu klientowi proponują w internecie inną cenę biletu.
Zacznijmy od tego, że takie linie lotnicze nie istnieją od roku 2006. Do tego jakim niby sposobem po wypełnieniu jakiegoś formularza firma miałaby dostęp do listy transakcji bankowych, kont serwisów społecznościowych, i skrzynki pocztowej? Podając maila podaję najwyżej informacje na jakim serwerze mam konto. To co w sumie pani redaktor ma na myśli?
Kogo to interesuje? ZapytaÅ‚am znajomych. “PiszÄ™ z Outlooka, żeby nie czytać reklam”, “KtoÅ› zna treść moich maili. Nie godzÄ™ siÄ™, nawet jeÅ›li to maszyna”.
No jasne, bo “znajomi”, którzy jak widać nie majÄ… pojÄ™cia o technicznych aspektach Sieci, sÄ… autorytetami godnymi cytowania w ogólnopolskiej gazecie. Co to znaczy, że “maszyna zna treść moich maili”? O nie, to w sumie mój komputer pewnie też czyta moje teksty zapisane na dysku, przeglÄ…da prywatne zdjÄ™cia i wideo! A jak wypapla laptopowi z naprzeciwka?
Chciałem jeszcze dalej analizować krok po kroku, ale nie ma sensu. Kto ma ochotę, ten poczyta.
Ale wszystko zbiega się do tego, że autorka przedstawia w opiniotwórczej gazecie poglądy wzięte znikąd. Osoba, która zupełnie nie rozumie działania Sieci, ma jakieś szczątkowe informacje, a resztę dobudowała sobie korzystając z wybujałej wyobraźni, tworzy teorię spiskową o złych maszynach przejmujących kontrolę nad światem.
Ale to nie jest powieść Science-Fiction, tylko “poważny” artykuÅ‚.
Wszystkie te ficzery serwisów służą przede wszystkim naszej wygodzie, ale także skuteczności reklam. Nie wiem jak Wy, ale ja tam wolę widzieć reklamy faktycznie dla mnie przydatne, a nie takie, które tylko przeszkadzają i irytują. Cieszę się, że dostaję informację o nowych książkach ulubionego autora. Publikuję w Sieci po to, żeby każdy mógł to znaleźć, więc nie narzekam, że po wpisaniu w Google mojego nazwiska pojawia się masa wygenerowanej przeze mnie treści.
Prawda jest taka, że czÅ‚owiek w Internecie upublicznia to, na co ma ochotÄ™. W prywatnym życiu udostÄ™pniamy niezależnie od siebie wiÄ™cej informacji, niż “nieÅ›wiadomie” robimy to w Sieci.
Jeśli w realu wejdę do Sex-shopu, to jest szansa, że zobaczy to ktoś znajomy, i zaraz cała okolica będzie o tym wiedzieć ;) W Sieci mogę surfować po dowolnych stronach. I w tym momencie, mając zmienne IP, mogę najwyżej zaryzykować to, że admin serwisu analizując statystyki dowie się, że ten-a-ten numerek z okolic Krakowa, jeden spośród tysięcy, był na jego stronie przez 2,5 minuty. Że ma Windows XP i Firefoxa 3. Żadnego nazwiska, adresu, płci, wyglądu, koloru włosów. Nic.
Loguje się w serwisie społecznościowym. Mogę wpisać założonego naprędce maila, wymyślone imię i nazwisko. I kto dowie się, że to nieprawda?
Wszystko tak naprawdę zbiega się do jednego wniosku - nasza prywatność w Sieci zależy od nas samych i naszej ostrożności. Oczywiście, za ludzki kretynizm najłatwiej winić Google. Ale to właśnie MY SAMI wybieramy jakie dane udostępniać, na jakich stronach się rejestrować. Do bezpiecznego korzystania z Sieci są wymagane dwie rzeczy. Po pierwsze komputer z dostępem do internetu, zaktualizowanym antywirusem i firewallem ;) Ale najważniejszy jest dojrzały, myślący użytkownik.
Pani Marto, nie ma się czego bać! Sieć nie gryzie, tylko trzeba nauczyć się z niej korzystać! :]








Wszystkie
