10 grzechów “Obcy kontra Predator 2″ |
Paweł Opydo 
Były kiedyś takie dwie serie filmowe - Obcy i Predator. Ktoś kiedyś wpadł na niezły pomysł, że oba światy można zgrabnie połączyć, i wyjdzie z tego bardzo ciekawe uniwersum. Powstały więc komiksy i gry Obcy kontra Predator. Fanów miały niemało, więc ktoś inny wpadł na pomysł nakręcenia filmu opowiadającego o pojedynku tych dwóch groźnych ras.
Pierwsza część tej historii była w sumie dość prostą, ale sympatyczną bajką dla dorosłych - scenariusz napisano w zasadzie na podstawie jednego z komiksów, chociaż akcję z obcej planety w dalekiej przyszłości przeniesiono na współczesną Ziemię. Sprzedało się, więc producenci zażyczyli sobie kontynuacji.
Niestety. Bo Alien vs Predator 2: Requiem to jeden z bardziej kretyńskich filmów jakie oglądałem - nie mówiąc już o totalnym zbeszczeszczeniu legendy dwóch tytułowych postaci.
![]()
Stwierdziłem, że nie ma sensu wdawać się w opis fabuły tej produkcji - jest ona tylko pretekstem do bezsensownej jatki. Bardzo źle zrealizowanej jatki. Dlaczego uważam, że ta produkcja została tak skopana? Proszę bardzo - oto dziesięć powodów, dla których Obcy kontra Predator 2 jest bardzo słabym filmem.
Predalien. Głównym super-niebezpiecznym-złym stworem jest tu krzyżówka Obcego i Predatora. W poprzednich filmach mieliśmy Xenomorfa z człowieka i Xenomorfa z psa - oba wprawdzie nabierały pewnych cech nosicieli, ale nie wiedzieć czemu Predalien to jakaś koszmarna krzyżówka rodem z flashowych gier z serii “ubierz księżniczkę”. Twórcy nie mieli żadnego pomysłu na tego stwora, więc został facet w gumowym wdzianku Obcego z doklejoną głową Predatora.
Nie mówiąc już o tym, że jego rozwój od etapu Chestbustera do dorosłości trwa kilka sekund. Skrót myślowy? Możliwe, ale i tak nie wiadomo co w tym czasie jadł, i dlaczego nikt nie zauważył wielkiej dziury w klatce piersiowej trupa, który leżał na stole.
Zapładnianie językiem. Tak, dobrze przeczytaliście. Predalien nie składa jaj - on wkłada język do ust człowieka, i pakuje mu tam kilka zarodków na raz. Wypas.
Ktoś w jakiś mglisty sposób próbuje tłumaczyć, że w ten sposób rozmnażają się Łowcy. Ale w takim razie dlaczego Obcy “z człowieka” nie rozmnaża się “po ludzku”? Tego nie wiadomo.
Obcy. Z nimi nie jest lepiej. Z mrocznego potwora budzącego strach, czającego się w ciemnościach, zrobiono mięso armatnie dla bohaterów maści wszelakiej. Gdzieś tam biegają chaotycznie i dają się zabijać. Klimat postaci prysł.
Do tego ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby zmienić nieco ich wygląd. Dodano im wydatniejsze szczęki i spore kły.
Efekty specjalne. O gumowym facecie - Predalienie - już pisałem. Ale w pierwszej scenie, w której widzimy Obcego w całej okazałości, myślałem przez chwilę, że pomyliłem filmy i oglądam Alien z 1979.
Statek Predatorów. Nie wspominam nawet, że cała załoga wyparowuje gdzieś od czasów poprzedniej części, i zostaje jeden Łowca. Ale istoty wyspecjalizowane w polowaniu na Xenomorfy trzymają żywe Facehuggery w szklanych słoikach? Litości!
Predator. Teoretycznie fajnie - jest jeden, i to jakiś super-mistrz. Niestety, jest tępy i ślepy. Przykład? Nasz przystojniak idzie w elektrowni po wysoko zawieszonym chodniku z kraty. Po drugiej stronie chodnika, do góry nogami zwisa Obcy i idzie równo z nim. Predator niczego nie zauważa ani nie słyszy.
Podobnie jest w kilku innych, podobnych scenach. Do tego co chwilę dostaje w tyłek - ludzie radzą sobie lepiej z Obcymi niż on.
Poza tym chyba wyrzekł się słynnego kodeksu Łowców, bo kilka razy go łamie - klimat postaci zniknął.
Szpanerski skok na ziemię. Jest mniej więcej dziesięć scen, w których kamera powoli sunie tuż nad podłożem, i nagle zaraz przed nią z hukiem spada Predator, po czym powoli się podnosi. Nie, nie - nie chodzi o to, że się przewraca ;) Po prostu skacze na ugięte nogi. Chyba tylko po to, żeby każdy w promieniu 50 metrów go usłyszał.

Armia Stanów Zjednoczonych. Banda dzieciaków z shotgunem lepiej sobie radzi z Alienami niż wyszkoleni marines. Ci są niestety tępi i głusi, bo nie słyszą człapiącego za nimi i syczącego Obcego.
Ale przynajmniej reagują dość szybko - Gwardia Narodowa zmierza czemprędzej do miasteczka na zadupiu tylko dlatego, że zepsuła się elektrownia i zaginęły dwie osoby.
Ale potem i tak postanawiają zrzucić wszystkim na łeb atomówkę. Fajnie.
Bohaterowie. Banda płaskich psychologicznie postaci, dodatkowo obdarzonych super-mocnymi nerwami i żołądkami. Przed chwilą coś zjadło ukochanego męża? Spoko, nic się nie stało. Coś rozszarpało najlepszego kumpla? Okej, było minęło. Twoja ukochana została wbita w ścianę metalowym ostrzem? Spoko, po 2 minutach o niej zapomnisz. 8-latka w szpitalu pełnym wypatroszonych kobiet w ciąży? Brak jakiejkolwiek reakcji.
Do tego jeden jest bardzo odporny na rany. Przebicie klatki piersiowej na wylot przez ogon Obcego nie robi na nim żadnego wrażenia - krwotoku brak, i po paru minutach jest zdrów jak ryba. Też bym tak chciał.
Całokształt. Idiotyczny scenariusz, “płaskie” postaci, słabe efekty specjalne, skopanie kultowych stworów, brak klimatu. Czego chcieć więcej?
Strasznie się uśmiałem na tym filmie. Coś jakbym oglądał mój ulubiony Straszny Film 3. Tylko że to było na serio.
Edit: Byłbym zapomniał - z orbity spada statek kosmiczny rozwalając pół lasu, a ekipa mieszkańców, która potem przeczesuje las w poszukiwaniu zaginionego bohatera NIC NIE ZAUWAŻA. Super.








Wszystkie
