10 grzechów ekranizacji “Hitmana” |
Paweł Opydo Hitman - kultowa gra komputerowa, w której wcielamy się w rolę jednego z najciekawszych antybohaterów tego rynku - agenta 47, perfekcyjnego, zimnego zabójcę bez uczuć. Cztery części gry, ogromny sukces na całym świecie - a w tym roku adaptacja filmowa. Pomyślicie, że takiego materiału na hit nie da się zepsuć? Niestety, da się.
Powstał film, który dla przeciętnego widza nie znającego gry będzie kolejnym amerykańskim filmidłem zabili-go-i-uciekł klasy B. Zadziwiająco wiele tu podobieństw do XXX z Vinem Dieselem. Dla fanów gry to wielki zawód i zbeszczeszczenie legendy. Dlaczego? Proszę - oto dziesięć grzechów filmowej adaptacji Hitmana.
Hitman – seria czterech gier komputerowych, w której gracz wciela się w płatnego mordercę, (agenta 47). Twórcą serii jest duński developer IO Interactive. Gra zawdzięcza swój sukces nietypowej tematyce, wspomnianemu wyżej połączeniu akcji z elementami strategicznymi, realizmowi oraz możliwości kreatywnego opracowania sposobu na przejście gry. (Wikipedia)
Bohater. Nie wiem kto to, ale na pewno nie 47. Timothy Olyphant jest po pierwsze za młody do tej roli. Bohater ma czterdzieści-kilka lat, co odczytujemy z poczatku jego “numeru seryjnego” wytatułowanego na karku - 640509. Olyphant jest wprawdzie tylko kilka lat młodszy, ale o ile twarz 47 była przeorana zmarszczkami i wychudzona, to aktor wygląd ma bardzo młodzieńczy.
To jedno. Druga sprawa to różnice w zachowaniu. Nie mamy do czynienia z tym samym zimnym, perfekcyjnym mordercą. Mamy tu zawstydzonego terminatora o delikatnym wyglądzie. Co jak co, ale z prawdziwym Hitmanem łączy go tylko imię.
Początkowe sceny. To nie jest tak, że były inspirowane serialem Jamesa Camerona Dark Angel. Pierwsze minuty filmu (47 jako dziecko, szkolenie) są chamską kalką i wręcz dosłownym skserowaniem scen z rzeczonego serialu. Kto widział oba tytuły, ten wie o co chodzi. Kto nie widział Dark Angel - zapewniam, że gdyby puścić Wam oba fragmenty, to mielibyście problem z określeniem, który pochodzi z którego filmu.
Wprawdzie Hitmanie to była jedna scena, a Dark Angel scen pokazujących szkolenie było więcej. Ale to niezbyt pomaga.
Nadmienić należy, że bohaterka serialu Camerona ma na karku (nie na potylicy! ;)) wytatuowany kod kreskowy. Mimo to kserować nieładnie.
Inni zabójcy. Nie mam pojęcia, dlaczego nie są klonami, jak w grze. Są łysi, w różnym wieku. Jeden jest czarny (poprawność polityczna?!). Wszyscy giną bardzo szybko, i podobnie jak główny bohater sprawiają wrażenie, że nie bardzo wiedzą o co chodzi w tym wszystkim.
Walka w wagonie. To tak a’propos poprzedniego punktu - ale warte wyróżnienia. Oto jedna z bardziej kretyńskich scen w filmie. Kilku hitmanów spotyka się w wagonie nieczynnego pociągu. Każdy ma dwa pistolety. Wprawdzie wszyscy chcą zabić 47, ale celują do siebie nawzajem - ciężko powiedzieć dlaczego. Nasz bohater proponuje, żeby sprawę załatwić bardziej “na poziomie”.
I co się dzieje? Wszyscy ci bezwzględni zabójcy odrzucają broń, i każdy z nich wyciąga zza pazuchy po dwa Wakizashi (choć głowy nie dam, bo dość krótkie były, być może używali Tantō). I oto zaczynają się napierdzielać tymi mieczykami. Super.
Co ciekawe, wcześniej 47 stracił cały ekwipunek (uciekając z hotelu na bosaka). Oczywiście można założyć, że zaraz po kupnie nowego ubrania poszedł do sklepu z japońskimi pamiątkami i kupił taki sprzęt. Jasne.
Masakra. Wszechobecna masakra. Gdzie podział się ten facet, który wchodził do super-strzeżonego budynku i zabijał super-ważną osobę w taki sposób, że nikt nie zorientował się, że cokolwiek się stało?
Podam tylko przykład. 47 rozwala bandę uzbrojonych drabów w siedzibie bossa rosyjskiej mafii za pomocą dwóch SMG. Że niby nie da się strzelać z dwóch SMG jednocześnie? Ba, to jeszcze nic. Wyżej wymieniony super-mafiozo wyskakuje na naszego zabójcę dzierżąc w dłoniach… Dwa RKMy, na oko M249! Ekstra. W drugiej części poprosimy dwa miniguny, dwie bazooki i dwa działa przeciwpancerne.
Kobieta. O ile z początku jest źródłem informacji, to potem - nie wiadomo czemu - 47 ciągnie ją za sobą przez pół Rosji. Po co? Tego chyba sam nie wie.
Wymiar sprawiedliwości. Cudowny policjant z Interpolu, który - nie wiadomo w jaki sposób - bezbłędnie, spośród tysięcy morderstw na całym świecie, wyłapuje te, których dokonał Hitman - i lata za nim z miejsca na miejsce.
Rosja. Typowe podejście rodem z amerykańskich filmów klasy B - rosjanie to komuniści, ich stróże prawa są wredni i skorumpowani, a do tego wszyscy perfekcyjnie mówią po angielsku, tylko ze strasznym akcentem. Oczywiście policja i wojsko są niekompetentne, i nie wiedzieć czemu nie słucha policjanta z Interpolu.
No właśnie - policja, antyterroryści, Interpol, staż miejska, mafia, ochroniaże vipów - wszyscy uzbrojeni po zęby - ale nie potrafią załatwić jednego łysego faceta. Pomyślmy - jeśli wokół jest 10 drabów, to zanim 47 stojąc w miejscu zabije 9 z nich, to ten 10 powinien go załatwić. No ale nie w tym filmie - to wszyscy strzelają gdzieś na boki. No tak - to dlatego bohater zrezygnował z przebieranek i konspiracji - nie ma po co się w to bawić ;]
Czarna, plastikowa bomba mrugająca niebieskimi i czerwonymi lampkami. Bez komentarza.
Nie pomyślcie, że ten film jest taki zły… Ot, efektowne kino klasy B, do oglądnięcia w sobotni wieczór przy piwku. Ale czy na pewno tego oczekiwaliśmy po ekranizacji Hitmana?








Wszystkie
