Jest coś takiego, co nazywam “efektem kobyły” ;) Przy dodawaniu różnych elementów do bloga, poprawianiu wyglądu etc. prędzej czy później dochodzę do momentu, w którym zauważam, że “bebechy” strony są już na tyle zamotane, że czas zasiąść i przemodelować.
Tym razem przy tej okazji dość mocno zmodyfikowałem wygląd bloga. Wreszcie wykorzystałem pełne możliwości Blipa, i od teraz możecie najnowszy mikro-wpis zobaczyć na samej górze strony ;) Do tego spore zmiany w kodzie powinny przyspieszyć działanie całości.
Aha, i nie cieszcie się jeszcze, że na dobre zniknęły reklamy :) Miejsca są przygotowane, ale wystartują dopiero z początkiem stycznia. Ale nie bójcie się - obiecuje, że formy będą nieinwazyjne i nie będą przeszkadzały w czytaniu.
Nowa wersja bloga jest na razie w “wersji beta”, więc możecie natrafić na jakieś problemy w działaniu. Bardzo proszę o cynk w komentarzach :)
“Skok na kasę” - to pierwsze, co pomyślałem, kiedy dowiedziałem się, że akcja kolejnej części Call of Duty przeniesie się z okresu II Wojny Światowej do czasów współczesnych. Nadal tak uważam, choć nie wpływa to na ocenę gry. CoD: Modern Warfare mógł się równie dobrze nazywać po prostu Modern Warfare. Bo to trochę tak, jakby Czterej Pancerni 2 opowiadała historię czterech kowbojów na Dzikim Zachodzie.
Zostawmy jednak tę sprawę. Gra nazywa się jak się nazywa, ale i tak bardzo dużej styczności z poprzednikami nie miałem, więc postaram się ocenić ją jako produkt zupełnie niezależny. I tu mam niemały problem.
CoD4 to jakby dwie połączone gry. Ciekawostka polega na tym, że jedna z nich jest perfekcyjna i doskonała, a druga średnia…
Call of Duty 4: Modern Warfare - gra z serii Call of Duty. Ukazała się 6 listopada w USA oraz 9 listopada w Europie (także w Polsce), na konsolach: Xbox 360 i PS3 oraz na PC. W odróżnieniu od pozostałych części serii, ta odsłona nie dotyczy II wojny światowej, ale współczesnego (fikcyjnego) konfliktu. (Wikipedia)
Dwa w jednym
W Modern Warfare wcielamy się w dwie postaci. Obie są szeregowymi żołnierzami, nie żadnymi dowódcami. Gra nimi mocno się różni. Jako komandos z brytyjskiego SAS atakujemy w małej grupie posterunki wroga w byłym ZSRR. Jako amerykański marine uczestniczymy w regularnej wojnie na terenie fikcyjnego państewka na Bliskim Wschodzie. Czytaj dalej »
Sum 41 to z definicji zespół punkrockowy. W praktyce jednak w niektórych ich piosenkach można było dostrzec elementy zaczerpnięte z innych gatunków, chociażby rapu (What We’re All About, kawałek do pierwszej części Spider-Man, jest chyba najlepszym przykładem). W swojej najnowszej płycie, Underclass Hero, zespół odchodzi nieco od sielankowych klimatów w rodzaju In Too Deep, dryfując raczej w kierunku inspiracji heavy metalem.
Co ciekawe, piosenka otwierająca album zupełnie tego nie zdradza :) Tytułowy kawałek płyty przypomina bardzo Fat Lip, hit z 2001. Myliłby się jednak ten, kto na tej podstawie stwierdziłby, że zespół “wraca do korzeni”. Na płycie znajdziemy bowiem kawałki bardzo różne od tego, co do tej pory Sum 41 prezentował - choć rewolucji nie ma.
Sum 41 - kanadyjski zespół punkrockowy założony w 1996 roku przez Derycka Whibleya (Bizzy D) i Steve’a Jocz (Stevo32). Później dołączył Dave Beksh (Brownsound, odszedł w 2006), a od 1999 roku gra z nimi Jason McCaslin (Cone). Zespół w 2000 roku wydał swój pierwszy oficjalny album Half Hour Of Power. Jednak dopiero drugi album pod tytułem All Killer No Filler i singiel Fat Lip wydany w 2001 przyniósł zespołowi sławę wśród wielu miłośników tego rodzaju muzyki na całym świecie. (Wikipedia)
Raz super, raz… inaczej.
Płyta jest nierówna. Nie dlatego, że jedne kawałki są dobre, a inne złe. Po prostu tak się złożyło, że bardzo przypadły mi do gustu znajdujące się na płycie szybkie, dynamiczne kawałki. Z drugiej zaś strony wolniejsze ballady (na to określenie trzeba oczywiście patrzeć przez pryzmat tego, że to muzyka punkrockowa) jakoś nie wpadły mi w ucho. Ale słucha się ich bardzo przyjemnie :) Czytaj dalej »
Jarosław Kaczyński miał rację - wygrała Platforma, i znów mamy 13 grudnia! Jak co roku. I jak co roku jestem załamany wiedzą Polaków na temat tego, co w ogóle wydarzyło się w tym czasie.
Z sondażu Gazety Wyborczej wynika, że wśród młodych (18-24 lat) wiedza o tym co się zdarzyło w ‘81 jest w zasadzie żadna. Jedynie 22% kojarzy tę datę. Swoją drogą, chętnie bym przeczytał jakie były nieprawidłowe odpowiedzi. Może myśleli, że to Boże Narodzenie?
Inną sprawą jest dyskusja, czy stan wojenny był potrzebny, czy nie. Szczerze mówiąc, nie chce się wdawać w takie rozważania. Mówimy: “historia nas osądzi”. Tyle że historia nie bierze pod uwagę ówczesnej wiedzy, uczuć. Łatwo oceniać znając skutki i posiadając informacje, których sami zainteresowani nie posiadali.
Nie pomyślcie, że bronię Jaruzelskiego. Nie wiem ile prawdy zawierały komunistyczne usprawiedliwienia stanu wojennego (”ratunek przed interwencją radziecką”). Po prostu z perspektywy dnia dzisiejszego mogę powiedzieć jedynie, że wtedy nikt nie “wygrał” albo “przegrał”. Wszyscy przegrali.
Ale i tak za 5-10 lat niewielu będzie o tym pamiętało.
Podobno w tym roku Sylwester wypada w piątek trzynastego?
Chociaż “słaby” to mało powiedziane. No ale - szczerze mówiąc - tego się spodziewałem. Oto bowiem mieliśmy minimalną kampanię reklamową (osobiście zauważyłem jedynie double billboard na stronie głównej Gazeta.pl), a “portal” ruszył ot tak sobie, ni z tego ni z owego. Zapewne niewielu wiedziało, że AOL w ogóle wchodzi do Polski - a z tych co wiedzieli, pewnie niewielu wie, że wystartował właśnie dziś.
Notabene, reklamować też nie było czego. Oto bowiem mamy pocztę (w dobie Gmaila niezbyt interesująca oferta) i komunikator (ktoś w naszym kraju z niego korzysta?). Z informacji - jakieś plotki i newsy z PAP. Te ostatnie zresztą trudne do przeczytania - zbity, jednolity tekst, jak na blogach dziennikarzy. Tylko, że dziennikarze zwykle nie znają się na pisaniu w Sieci. A twórcy AOL powinni.
Nie wiem w sumie co ma na celu start takiego serwisu. Portal to nie jest, i nie ma szans z nimi konkurować. Nie oferuje praktycznie nic, co może zainteresować ludzi. No to po co światowy gigant wchodzi na nasz rynek, nie oferując nic? Może myślą, że w Polsce nie ma komunikatorów i poczty, i niosą nam światło wiedzy licząc na wdzięczność? :)
Mam jakieś dziwne skojarzenia ze startem eBay w Polsce :) Oceńcie sami: AOL Polska.
Genialne! Od wczoraj chodzi mi po głowie :) Znalezione na Antyweb.
Edit: Z YouTube skasowali teledysk. Twórcy sami go tam wrzucili, więc podejrzewam, że to raczej robota “właścicieli” oryginalnego kawałka :) Całe szczęście został Dailymotion.