“Wiedźmin” - recenzja Komórka…

“Hellgate: London” - recenzja

listopad 16th, 2007, Paweł Opydo

Na rynku gier co rusz pojawiają się tytuły, reklamowane jako “pogromca Diablo II“, “następca Diablo II“, lub w jakiś inny sposób odwołującego się do tego - nadal najlepszego - taktycznego hack’n’slasha w historii. Mimo to ani Sacred, ani Titan Quest ani Loki nie zagroziły pozycji siedmioletniego już “diabełka”.

Trochę inaczej było z Hellgate: London. W końcu twórcami jest studio Flagship, założone przez byłych pracowników Blizzarda z samym Billem Roperem na czele. Tym bardziej więc smuci to, że tytuł jest co najwyżej średni.

Pudełko z grą Hellgate: LondonSposób wydania gry jest przeciętny. Najważniejsze - czyli DVD z grą - niby jest, ale nie można powiedzieć, że pudełko jest wypchane dodatkami. Dlatego 139zł za Hellgate: London to bardzo wygórowana cena. Mam wrażenie, że płacimy za znany tytuł - i gdyby nie był to wyczekiwany produkt to cena wahałaby się w okolicach 60zł. Gra jest wydana w spolszczonej wersji kinowej (czyli z przetłumaczonymi napisami). Widać brak polotu tłumaczy - teksty są trochę drętwe, kilka razy zauważyłem też niezbyt fortunne zwroty językowe.

Raz, dwa, trzy - zaczynamy

Zaczyna się od intra. Jest ok, technicznie świetne, ale jakoś nie powala. Zwłaszcza, że w sumie niewiele mówi, i nie bardzo wiadomo o co w nim chodzi. Tak czy siak, miejscem fabuły jest Londyn zaatakowany przez piekielne siły.

Klimat gry jest trochę dziwny. Mnie taki misz-masz nie przypadł do gustu. Oto mamy futurystyczną broń palną, a do tego zbroje i miecze. Ciekaw jestem jak taki pomysł odczytują inni - może Wam się spodobał? W każdym razie ja wczuć się nie potrafiłem.

Zresztą, klimat psuje też obrandowanie gry. Na ścianach widzimy reklamy nVidii, Dark Horse Comics albo… książki Hellgate.

Ładnie, szybko, nudno…

Pierwsze wrażenie po spojrzeniu na warstwę techniczną jest zaskakująco dobre. Potem niestety bardzo się osłabia. Mamy bowiem ładną grafikę, do tego wczytującą się w okamgnieniu nawet na słabszych komputerach. Gra nie przycina się nawet przy maksymalnych ustawieniach na sprzęcie tylko trochę przekraczającym minimalne wymagania.

Potem jednak zauważamy, że to co twórcy opisywali jako plus, jest w rzeczywistości jednym z największych minusów gry. Mówię o losowych lokacjach. O ile w Diablo sprawdziło się to świetnie, to tutaj jest po prostu nudno. Szwendamy się wciąż po tych samych korytarzach, i jak na dłoni widać, że są one stworzone z powtarzających się elementów. W efekcie tego mamy tak naprawdę tylko kilka lokacji (powierzchnia, kanały metra, muzeum etc.), które powtarzają się ze zmienionym układem korytarzy.

Ale to nie wszystkie techniczne minusy gry. Przez niektórych NPC możemy przechodzić (sic!), wrogowie raz na jakiś czas blokują się w dziwnych miejscach (np. jeden z potworów często skacze na nas z dużej odległości - jeśli odsuniemy się w ostatniej chwili może zawisnąć w powietrzu i po kilku sekundach pojawić się kilka metrów dalej).

Gramy, gramy, gramy…

W dużym skrócie - weź Diablo II, odejmij trochę taktyki, dodaj nowy silnik graficzny i świat. Tak przedstawia się właśnie Hellgate: London. Mamy tu odpowiedniki zwojów z D2, portale nawigacyjne, losowe lokacje, przedmioty tworzone losowo (nawet nazwy mają czasem równie zabawne jak w tytule Blizzarda) i tak dalej i tak dalej…

Hellgate: London

Gra się fajnie. Prosta rzeź jest w gruncie rzeczy dobrym sposobem na odstresowanie. Gorzej, że łażenie wciąż po tych samych lokacjach szybko robi się nudne.

Fabuła też nie przyciąga. W zasadzie nie bardzo wiemy o co chodzi - scenariusz jest tylko dodatkiem do nawalanki. Bohater nie mówi - jedynie słucha i akceptuje zadania. Te zresztą nie są ciekawe - sprowadzają się albo do wymordowania określonej ilości danego gatunku potworów, albo do zdobycia określonej ilości przedmiotów (co i tak sprowadza się do tego samego), albo do zabicia jednego konkretnego bossa.

Walka wygląda różnie - w zależności od klasy postaci może zawierać mniej lub więcej elementów taktycznych, walki bezpośredniej, strzelania etc. Ogólnie jednak - radosna rzeź.

O mój rozmarynie, rozwijaj się…

Rozwijanie postaci jest kluczowym elementem gry. Jej tworzenie wygląda identycznie jak w World of Warcraft, jest tylko trochę prostsze. Wybieramy klasę postaci - tu mamy niezły wybór, od okutego w zbroję templariusza, poprzez strzelca aż po summonera - a potem wygląd naszego awatara.

W zależności od wybranej postaci mamy określone początkowe statystyki, każda klasa ma też swoje drzewko umiejętności. Nie ma tu synergii jak w Diablo II, przez co niestety ogranicza się taktyczny rozwój postaci, i mamy wrażenie że początkowe punkty po prostu marnujemy (synergie polegają na tym, że niektóre umiejętności są ze sobą “spokrewnione”, i rozwijając jedną otrzymujemy też bonusy do całej grupy).

W dzisiejszych czasach dziwi straszliwie brzydki wygląd ikonek umiejętności. Są rozmyte i wyglądają jak z tytułu sprzed kilku lat.

Hellgate: London

Ekwipunek jest ok. Wprawdzie statystyki przedmiotów mogłyby być prostsze (z początku nie wiemy o co chodzi), ale za to zdobywanie kolejnych, coraz lepszych elementów uzbrojenia przynosi sporą satysfakcje.

Ale o co chodzi?

Walka i rozwijanie postaci jest okej. Mogło by być lepiej, ale to nie jest największym problemem. Najbardziej przeszkadza to, że gra bardzo szybko się nudzi. I to nudzi ostatecznie - po kilku dniach w ogóle odechciewa się zabawy.

Jak dla mnie - zawód roku. Zapowiadana rewolucja okazała się co najwyżej średniakiem. Jest nudno, jednostajnie, twórcom nie udało się “ograć” klimatu. W fabule w zasadzie nie uczestniczymy. W sumie to takie Diablo II, w nowej otoczce, ale mniej grywalne i klimatyczne. Szkoda, bo mogło być dużo lepiej.



Kategorie: Gry, Kultura |

11 komentarzy do wpisu ““Hellgate: London” - recenzja”


Qpafob:

Fakt, gra jest taka sobie, a napewno zapowiedzi byly przesadzone :(

jakuba:

O jezuuuu, co za nuda… Gra nudzi się po paru h grania i odechciewa się włączać… nic tylko bieganie i klikanie po identycznych korytarzach o.O

bithart:

Zgadzam się w 100%, zawód roku :\

Johan:

Nie grałem, ale nie wiem czy warto po takim tekscie, czy jest demo?

Paweł Opydo:

@Qpafob, @jakuba, @bithart - no niestety… lajf is brutal, to nie pierwszy raz i nie ostatni :)

Paweł Opydo:

@Johan - demko jest, spróbuj poszukać po Sieci :)

Ces:

Gra jest przynajmniej ładna :) Ale monotonnaaaaa!

Paweł Opydo:

@Johan - no, swoje waży - ale to jedno z niewielu dem, na podstawie których można sobie wyrobić pełne zdanie o grach ;) No, może trochę przesadzam - ale jeśli dema nie pokochasz, to gry tym bardziej.

Paweł Opydo:

@Ces - no ładna jest, chociaż trochę uderza różnica w działaniu we wnętrzech i na otwartym terenie. O ile w kanałach mogę hasać z full ustawieniami graficznymi, to wychodząc na zewnątrz ściągam niektóre efekty…

Raditz - konsole, playstation, wii, xbox:

[...] Pierwsze wrażenie po spojrzeniu na warstwę techniczną jest zaskakująco dobre. Potem niestety bardzo się osłabia. Mamy bowiem ładną grafikę, do tego wczytującą się w okamgnieniu nawet na słabszych komputerach. Gra nie przycina się nawet przy maksymalnych ustawieniach na sprzęcie tylko trochę przekraczającym minimalne wymagania. (more…) [...]

Napisz komentarz







 






Autorzy Bliplog Szukaj RSS
 






Popieram Kodeks Blogerw