Pierwszy raz usłyszałem utwory Katie Melua przy okazji jej drugiej płyty. Wtedy zresztą było o niej głośno, za sprawą takich utworów jak Nine Million Bicycles czy Spiders Web, które z miejsca stały się hitami. Zasłużenie zresztą - sam słuchałem albumu Piece by Piece z wielką przyjemnością. Ale dopiero przy okazji trzeciej płyty mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że naprawdę zakochałem się w twórczości artystki.
Mam oczywiście świadomość, że nie każdy będzie tak uważał. Nie każdemu przypadnie bowiem do gustu delikatna mieszanka jazzu i bluesu. Jestem jednak pewien, że duża część z Was będzie zauroczona i - podobnie jak ja - będzie mogła w kółko słuchać albumu Pictures.
Ketevan “Katie” Melua (ur. 16 września 1984 w Kutaisi, ZSRR): angielska piosenkarka urodzona w Gruzji, tworząca w języku angielskim. Swoje piosenki zaczęła pisać w 2001 w czasie nauki w szkole artystycznej.
Pierwszy album Katie Call Off the Search został wydany w Wielkiej Brytanii we wrześniu 2003. Album wszedł na pierwsze miejsce angielskiej listy przebojów w styczniu 2004 i do australijskiego “Top 20″ w czerwcu tego samego roku (Wikipedia)
Nie tylko jako tło
Jeśli chodzi o wcześniejszą twórczość Katie, to zawsze mówiłem, że pasuje bardziej do puszczenia w tle, kiedy czytamy książkę albo pracujemy przy komputerze - a nie do kontemplowania samej muzyki. Nie traktuję tego absolutnie jako wadę - takie coś ma swój niewątpliwy urok.
Z Pictures jest już inaczej. Znajdziemy tu muzykę, która może pięknie przygrywać w tle, i jednocześnie wpada w ucho - tak, że możemy tylko siedzieć i słuchać. Czytaj dalej »
Jakoś nie wciągnął mnie żaden z popularnych ostatnio amerykańskich seriali. Wydały mi się nudne, postaci były sztampowe, w ogóle jakoś nie ogarnęła mnie ta ogólnoświatowa fascynacja. Dopóki nie poznałem Dextera - serii, przy której Prison Break i Lost to napisane na kolanie telenowele.
Bez urazy dla fanów tych seriali oczywiście - to tylko i wyłącznie swoje prywatne zdanie. Niemniej nie znam osoby, która po oglądnięciu Dextera nie stała się fanem tej produkcji. Dla mnie osobiście Lost jest zbyt cukierkowy (rozbitkowie w pełnym makijażu), Prison Break nudny (ileż można uciekać z więzienia?), Heroes przekombinowany…
Tip: Obecnie możemy oglądać drugą serię Dextera. Część trzecią zobaczymy dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. Każdy sezon składa się z dwunastu epizodów. W Polsce na razie można je zobaczyć tylko na platformie cyfrowej n, ale w przyszłym roku serial ma emitować TVN.
A czym takim wyróżnia się Dexter? Już wyjaśniam. Na pierwszy rzut oka serial jakich wiele - Miami, wydział zabójstw, tytułowy bohater jest specjalistą od śladów krwi. Sympatyczny, o ujmującej powierzchowności, boryka się z problemami dnia codziennego. Ale Dexter ma też drugą twarz. Pod osłoną nocy… Nie, nie wkłada lateksowego, czarnego wdzianka i peleryny. Nocami staje się okrutnym, seryjnym mordercą. Korzysta ze specyficznego kodeksu, który nakazuje mu zabijać tylko innych, podobnych sobie zwyrodnialców. Czytaj dalej »
Na rynku gier co rusz pojawiają się tytuły, reklamowane jako “pogromca Diablo II“, “następca Diablo II“, lub w jakiś inny sposób odwołującego się do tego - nadal najlepszego - taktycznego hack’n’slasha w historii. Mimo to ani Sacred, ani Titan Quest ani Loki nie zagroziły pozycji siedmioletniego już “diabełka”.
Trochę inaczej było z Hellgate: London. W końcu twórcami jest studio Flagship, założone przez byłych pracowników Blizzarda z samym Billem Roperem na czele. Tym bardziej więc smuci to, że tytuł jest co najwyżej średni.
Sposób wydania gry jest przeciętny. Najważniejsze - czyli DVD z grą - niby jest, ale nie można powiedzieć, że pudełko jest wypchane dodatkami. Dlatego 139zł za Hellgate: London to bardzo wygórowana cena. Mam wrażenie, że płacimy za znany tytuł - i gdyby nie był to wyczekiwany produkt to cena wahałaby się w okolicach 60zł. Gra jest wydana w spolszczonej wersji kinowej (czyli z przetłumaczonymi napisami). Widać brak polotu tłumaczy - teksty są trochę drętwe, kilka razy zauważyłem też niezbyt fortunne zwroty językowe.
Raz, dwa, trzy - zaczynamy
Zaczyna się od intra. Jest ok, technicznie świetne, ale jakoś nie powala. Zwłaszcza, że w sumie niewiele mówi, i nie bardzo wiadomo o co w nim chodzi. Tak czy siak, miejscem fabuły jest Londyn zaatakowany przez piekielne siły.
Klimat gry jest trochę dziwny. Mnie taki misz-masz nie przypadł do gustu. Oto mamy futurystyczną broń palną, a do tego zbroje i miecze. Ciekaw jestem jak taki pomysł odczytują inni - może Wam się spodobał? W każdym razie ja wczuć się nie potrafiłem.
Zresztą, klimat psuje też obrandowanie gry. Na ścianach widzimy reklamy nVidii, Dark Horse Comics albo… książki Hellgate.
Ładnie, szybko, nudno…
Pierwsze wrażenie po spojrzeniu na warstwę techniczną jest zaskakująco dobre. Potem niestety bardzo się osłabia. Mamy bowiem ładną grafikę, do tego wczytującą się w okamgnieniu nawet na słabszych komputerach. Gra nie przycina się nawet przy maksymalnych ustawieniach na sprzęcie tylko trochę przekraczającym minimalne wymagania. Czytaj dalej »
Szczerze mówiąc, napisanie tej recenzji stanowi dla mnie pewien problem. Z jednej strony bowiem mam do czynienia z grą, która wciągnęła mnie z podobną siłą jak niegdyś Fallout, jest doskonale grywalna i klimatyczna. Z drugiej zaś pełna jest błędów - mniejszych, które nie wpływają na rozgrywkę, ale psują ogólne wrażenie, ale także większych - wyjątkowo irytujących. Postaram się więc jak najdokładniej przedstawić moją opinie o produkcji CD Projekt.
Spore wrażenie robi zawartość pudełka z grą. Edycja podstawowa zawiera DVD z samym produktem, do tego soundtrack i drugi DVD - z materiałami na temat tworzenia Wiedźmina. Dostajemy też opowiadanie Sapkowskiego, instrukcję i poradnik do gry, a do tego sporą mapę. Wszystko to znajduje się w bardzo estetycznym, eleganckim pudełku. Edycja kolekcjonerska (której obecnie próżno szukać w sklepach) zawiera jeszcze więcej bajerów - ich listę znajdziecie na stronie sklepu wydawcy.
Z czym to się je?
Czy ktoś w ogóle nie słyszał o tym projekcie? Powstająca od lat gra komputerowa na podstawie prozy Andrzeja Sapkowskiego, największy polski projekt w tej branży. RPG w którym wcielamy się w Geralta z Rivii, w przygodzie będącej dalszym ciągiem książkowej sagi.
Twórcy wykorzystali najbardziej standardowy sposób wyjaśnienia początkowej niewiedzy bohatera na temat otaczającego go świata - czyli amnezję. Każdą z napotkanych postaci możemy więc zapytać o dowolną głupotę - zasłaniając się zanikiem pamięci. Czytaj dalej »
Akcja się w pełni udała, do tego momentu przeprosiło prawie 17 tysięcy osób :) Do tego filmiki na YouTube i podobnych serwisach zobaczyło 12.000 ludzi.
Co ciekawe, z niewielką różnicą czasową (chyba parę godzin) wystartowała podobna akcja. Jeszcze ciekawsze, że Gazeta.pl informują o jej wyniku, sporo niższym od naszego, ignorując informację o akcji LaViry. Dlaczego? :) Czyżby strach przed działaniami konkurencyjnego portalu (czyli Interii) był większy niż chęć umieszczenia rzetelnej informacji?
Od razu mówię, że nie mam żadnych pretensji do nikogo (a już na pewno nie do twórców pokrewnej akcji) - każdy pisze co chce - ale trochę dziwnie wygląda pisanie o internetowym przepraszaniu prezydenta, z pominięciem największej akcji tego typu :) W O2.pl napisali bez grymaszenia.