Stare Dobre Małżeństwo |
Paweł Opydo Dziś wpis będzie wyjątkowy. Sam bowiem niewiele napiszę. Wprowadzę Was tylko w temat - a potem głos oddam fanom zespołu Stare Dobre Małżeństwo. Bo właśnie o tym zespole dziś mowa. O zespole, który od ponad 20 lat dzieli się z nami swoją twórczością.
W obecnych czasach zespół z nurtu poezji śpiewanej nie ma łatwego “życia”. Nie, żeby fanów brakowało - wręcz przeciwnie. Ale dla współczesnych, nie znających zespołu ten gatunek kojarzy się z czymś nudnym, nieciekawym. Fenomen polega na tym, że jak już uda się te osoby siłą zaciągnąć na koncert, to z miejsca stają się fanami twórczości SDM.
Stare Dobre Małżeństwo - polska grupa muzyczna zajmująca się poezją śpiewaną. W 1984 r. po raz pierwszy duet Krzysztof Myszkowski i Andrzej Sidorowicz, przedstawiając się szerszej publiczności, wykorzystał nazwę Stare Dobre Małżeństwo. Od 1989 do 2002 SDM było formacją “męską” o stabilnym składzie: Krzysztof Myszkowski, Wojciech Czemplik, Ryszard Żarowski, Roman Ziobro. Ten ostatni opuścił zespół w 2002 r. Obecnie basistą jest Andrzej Stagraczyński. W 2006 z grupą związał się gitarzysta Dariusz Czarny, a w 2007 - Przemysław Chołody (harmonijka). (Wikipedia)
Bo właśnie koncerty - moim zdaniem - są tym, co w ich twórczości najlepsze. Płyty są oczywiście cudowne - świetne do słuchania w długie, jesienne wieczory. Do “wczucia się” w teksty, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Ale atmosfera koncertu - w grupie dobrych znajomych, z żartami, wspólnym śpiewaniem publiczności - jest nie do podrobienia.
Dlatego wszystkim - absolutnie wszystkim, nieważne, czego słuchacie na co dzień - polecam wybranie się na taką muzyczną ucztę, jeśli oczywiście jeszcze zespołu nie znacie. Bo jeśli znacie, to rekomendacji nie trzeba :)
Chciałem z początku opisać moje odczucia na temat fenomenu zespołu. Stwierdziłem jednak, że każdy odbiera tak naprawdę ich twórczość inaczej. Różnie odczytujemy teksty, różne były początki naszej fascynacji. Dlatego skorzystałem z pomocy koleżanek i kolegów zrzeszonych w grupie Stare Dobre Małżeństwo w serwisie GoldenLine. Ich wypowiedzi znajdziecie poniżej.
Zapraszam też wszystkich do fotobloga, gdzie znajdziecie trochę zdjęć z koncertów SDM z Krakowa i Skawiny.
Marta Czarnota, właściciel firmy konsultingowej: Muzyką Starego Dobrego Małżeństwa zaraził mnie tata, który uczył mnie łapać pierwsze chwyty gitarowe na melodiach zespołu. Szybko Nie brookliński most czy Czwarta nad ranem stały się moimi popisowymi kawałkami, które w gronie koleżanek i kolegów z drużyny harcerskiej wygrywałam na obozowych ogniskach.
Do dziś za każdym razem kiedy z plecakiem wyruszam w góry okazuje się, że dobre wieczorne ognisko nie może się odbyć bez piosenek SDM-u. Dlatego właśnie z górami, plecakiem i ciepłym góralskim swetrem kojarzy mi się SDM. I choć lubię chodzić na ich koncerty np. do Rotundy (klub studencki w Krakowie - red.) i słucham ich płyt to najlepszą oprawą dla ich muzyki są bezkresne plenery o których śpiewają :)
Karolina Król, animator rynku pracy: Dla mnie SDM to łagodność i spokój, dzięki ich muzyce mogę zapomnieć o tym, co złe. Wiele utworów pomogło przebrnąć przez chwile trudne i bolesne. To wspomnienie niesamowitych wieczorów przy harcerskim ognisku o czwartej nad ranem, a tu… już piąta:) To przyjaźnie. To przede wszystkim Bieszczady. To wzruszenie, uśmiech - ten szczery albo przez łzy - to bicie serca. To świetna zabawa na koncertach, poznawanie poezji. To brzdąkanie na gitarze - mojej siostry młodszej co prawda, ale ja też się kiedyś nauczę, bo po prostu nie przeżyję jak tego nie zrobię:) To… to wiele innych rzeczy, które nie zawsze da się opisać słowami:)
Katarzyna Bednarowicz, lekarz weterynarii: Początkowo SDM kojarzyłam tylko z ogniskami w Bieszczadach, kiedy jeździłam z rodziną pod namioty (a byłam wtedy dzieckiem). Gitary, śpiew, piękna muzyka - niezrozumiałe wtedy dla mnie teksty się nie liczyły. Późnej ojciec postawił mi poprzeczkę - “nauczysz się grać na gitarze i zagrasz mi “Czarny blues o czwartej nad ranem” to dostaniesz coś tam…” I w końcu się nauczyłam. SDM pomogło mi przezwyciężać trudności - m.in. nauka gry na gitarze od podstaw z książeczki, ambicje tatusia i własne. Teraz zespół jest dla mnie bogactwem tekstów, które pomagają mi przetrwać trudne chwile, wspaniałą, kojącą muzyką i … wspomnieniami. Czas płynie, ale muzyka pozostaje niezmiennie ta sama. I za to dziękuję Zespołowi.
Monika Łysiak, koordynator, bankowiec, psycholog: SDM jest wyjątkową grupą na naszym rynku muzycznym. Słucham ich już ponad 18 lat i wciąż na nowo odkrywam. Ta muzyka towarzyszy mi wszędzie. W niej odnajduję spokój, ciszę, czasami wskazówki zawarte w jakimś niepozornym zdaniu (np. że “do ostatniej pestki trzeba mocno żyć” - co stało się moim mottem życiowym). Ta muzyka jest odskocznią od zgiełku tego świata… Mówi o rzeczach ważnych i prostych jednocześnie. Daje siłę i wiarę. Sprawia, że pod górkę idzie się lżej - czego i Wam życzę :)
Eliza Kawa, pedagog: SDM-em zaraziła mnie moja siostra jakieś 15 lat temu. Zabrała mnie na koncert,a ja wyszłam zakochana ;) Kupiłam wszystkie kasety i tak się zaczęło. Słucham różnej muzyki ale Oni są ze mną zawsze :) Każdy koncert jest inny, niesamowity. Po każdym jestem inna… i zawsze czuje niedosyt ;)
Dziękuję serdecznie tym pięciu paniom (efekt niezamierzony, widocznie panowie nie lubią pisać :) ), które napisały po kilka słów na temat początków (i nie tylko) swojej fascynacji zespołem. Mam nadzieję, że chociaż część czytelników, którzy SDM nie znają, dzięki Waszym opiniom zdecydują się sprawdzić co w trawie piszczy :) Do zobaczenia na koncertach!


Stare Dobre Małżeństwo - polska grupa muzyczna zajmująca się poezją śpiewaną. W 1984 r. po raz pierwszy duet Krzysztof Myszkowski i Andrzej Sidorowicz, przedstawiając się szerszej publiczności, wykorzystał nazwę Stare Dobre Małżeństwo. Od 1989 do 2002 SDM było formacją “męską” o stabilnym składzie: Krzysztof Myszkowski, Wojciech Czemplik, Ryszard Żarowski, Roman Ziobro. Ten ostatni opuścił zespół w 2002 r. Obecnie basistą jest Andrzej Stagraczyński. W 2006 z grupą związał się gitarzysta Dariusz Czarny, a w 2007 - Przemysław Chołody (harmonijka). (
Marta Czarnota, właściciel firmy konsultingowej: Muzyką Starego Dobrego Małżeństwa zaraził mnie tata, który uczył mnie łapać pierwsze chwyty gitarowe na melodiach zespołu. Szybko Nie brookliński most czy Czwarta nad ranem stały się moimi popisowymi kawałkami, które w gronie koleżanek i kolegów z drużyny harcerskiej wygrywałam na obozowych ogniskach.
Karolina Król, animator rynku pracy: Dla mnie SDM to łagodność i spokój, dzięki ich muzyce mogę zapomnieć o tym, co złe. Wiele utworów pomogło przebrnąć przez chwile trudne i bolesne. To wspomnienie niesamowitych wieczorów przy harcerskim ognisku o czwartej nad ranem, a tu… już piąta:) To przyjaźnie. To przede wszystkim Bieszczady. To wzruszenie, uśmiech - ten szczery albo przez łzy - to bicie serca. To świetna zabawa na koncertach, poznawanie poezji. To brzdąkanie na gitarze - mojej siostry młodszej co prawda, ale ja też się kiedyś nauczę, bo po prostu nie przeżyję jak tego nie zrobię:) To… to wiele innych rzeczy, które nie zawsze da się opisać słowami:)
Katarzyna Bednarowicz, lekarz weterynarii: Początkowo SDM kojarzyłam tylko z ogniskami w Bieszczadach, kiedy jeździłam z rodziną pod namioty (a byłam wtedy dzieckiem). Gitary, śpiew, piękna muzyka - niezrozumiałe wtedy dla mnie teksty się nie liczyły. Późnej ojciec postawił mi poprzeczkę - “nauczysz się grać na gitarze i zagrasz mi “Czarny blues o czwartej nad ranem” to dostaniesz coś tam…” I w końcu się nauczyłam. SDM pomogło mi przezwyciężać trudności - m.in. nauka gry na gitarze od podstaw z książeczki, ambicje tatusia i własne. Teraz zespół jest dla mnie bogactwem tekstów, które pomagają mi przetrwać trudne chwile, wspaniałą, kojącą muzyką i … wspomnieniami. Czas płynie, ale muzyka pozostaje niezmiennie ta sama. I za to dziękuję Zespołowi.
Monika Łysiak, koordynator, bankowiec, psycholog: SDM jest wyjątkową grupą na naszym rynku muzycznym. Słucham ich już ponad 18 lat i wciąż na nowo odkrywam. Ta muzyka towarzyszy mi wszędzie. W niej odnajduję spokój, ciszę, czasami wskazówki zawarte w jakimś niepozornym zdaniu (np. że “do ostatniej pestki trzeba mocno żyć” - co stało się moim mottem życiowym). Ta muzyka jest odskocznią od zgiełku tego świata… Mówi o rzeczach ważnych i prostych jednocześnie. Daje siłę i wiarę. Sprawia, że pod górkę idzie się lżej - czego i Wam życzę :)
Eliza Kawa, pedagog: SDM-em zaraziła mnie moja siostra jakieś 15 lat temu. Zabrała mnie na koncert,a ja wyszłam zakochana ;) Kupiłam wszystkie kasety i tak się zaczęło. Słucham różnej muzyki ale Oni są ze mną zawsze :) Każdy koncert jest inny, niesamowity. Po każdym jestem inna… i zawsze czuje niedosyt ;)





Wszystkie
