Happysad: “Nieprzygoda” - recenzja |
Paweł Opydo Happysad - polski zespół rockowy, który jest znany i kochany przez młodych ludzi w naszym kraju, mimo, że nie jest stałym gościem wszystkich komercyjnych festiwali. Ba, w zasadzie muzyka przez nich grana absolutnie nie jest adresowana do wszystkich “jak leci”, a warstwa tekstowa też w pewnym sensie zawęża listę potencjalnych fanów. A jednak, Happysad jest jednym z niewielu polskich zespołów, których nie tylko słucham, ale także uważam się za ich fana.
Piszę to wszystko z jednego prostego powodu - oto w ostatnich dniach na półki sklepowe trafiła długo oczekiwana, trzecia płyta rzeczonego zespołu, zatytułowana “Nieprzygoda”. Tak więc, żeby było trochę oryginalnie, postanowiliśmy wraz ze $liwą (znanym pewnie wielu czytelnikom z Imperium Diablo) napisać wspólną recenzję tego wydawnictwa. Żeby zbytnio nie przedłużać - zapraszam do lektury.
Tip: Płyta jest dostępna w sprzedaży od września. Kosztuje 30 złotych, i możecie ją dostać na przykład tutaj, w sklepie rekomendowanym przez sam zespół. Serdecznie polecam!
Paweł: Wrzesień już w połowie, a my od jego pierwszego dnia możemy kupić w sklepach nową płytę zespołu Happysad, zatytułowaną Nieprzygoda. Jest to trzecia długogrająca płyta grupy, która zaczynała od przygrywania przed koncertami sław - a potem sama stała się sławną. Chłopaki grają coś pomiędzy rockiem a punkrockiem - chociaż nie w stylu kalifornijskiego punka. Do tego charakterystycznym elementem zespołu są poetyckie teksty.
$liwa: Ich styl jest trudny do sklasyfikowania, jednak na stoiskach Empik ich płyty możemy znaleźć w szeroko pojętym dziale muzyki alternatywnej, myślę że tutaj możemy ją przyporządkować i jednocześnie nikogo nie okłamać. Co do tekstów piosenek, mówią one o prawdzie która się dzieje w Polsce i na świecie, ale jak to ładnie ująłeś nie językiem dosłownym, jak to często dzieje się w piosenkach raperów, ale w sposób poetycki, który szybko przemawia do potencjalnego słuchacza.
![]()
Paweł: Nie do końca się zgodzę, że teksty tak szybko przemawiają do słuchaczy. Powiedziałbym raczej, że są przeznaczone dla dość wąskiej grupy odbiorców, bo często trzeba się kilka razy zastanowić nad tekstem, żeby rozgryźć o co w nim chodzi - a wtedy nagle okazuje się, że cała jego treść jest zaskakująco prawdziwa i logiczna. Zresztą, czasem bywa kontrowersyjnie - patrz kawałek Z pamiętnika młodej zielarki z poprzedniej płyty.
$liwa: Myślę, że to zależy od poziomu interpretacji tekstu, zgodzę się, że na pierwsze “przesłuchanie”, tekst jest rozumiany dosłownie i nie odkrywamy tego, że dotyczy to nas samych, Polski czy naszych charakterów. Przykładem może być Jałowiec, pierwszy raz jak słyszałem tą piosenkę myślałem że autor chciał pokazać Utopijne państwo, jednak za którymś razem możemy dojść do wniosku, że grupa wyśmiewa się z cechy charakteru wspólnej dla większości ludzi. Jakiej? Odsyłam do owej piosenki.
Paweł: Nie wiem czy większości ludzi, ale większości Polaków na pewno. To zresztą też zależy od indywidualnej interpretacji. Akurat w Jałowcu mnogość możliwych interpretacji jest wyjątkowo zaskakująca. Zresztą, mam wrażenie, że z każdą kolejną płytą teksty są coraz dojrzalsze i mniej dosłowne, i właśnie Nieprzygoda jest apogeum poetyckiej wartości tekstów Happysad.
$liwa: Intrepretacji każdej piosenki jest na pewno kilka i dlatego myślę, że ich muzyka się nie nudzi. Tekst jest bardzo dojrzały jak zauważyłeś, ale ja zauważyłem także, że ich podkład muzyczny zmienił się znacznie od tego co było we wcześniejszych płytach, tam podkład był na drugim planie, nie można powiedzieć że monotonny, ale mniej urozmaicony niż jest to teraz, szczerze powiem, że czasami niektóre wstawki muzyczne trochę mnie denerwują.
Paweł: Wiesz, mnie tam może nie denerwują, ale z płyty na płytę mam trochę inne podejście do Happysadu. O ile pierwsza to były kawałki do słuchania, a druga była czymś pomiędzy, to trzecia jest już raczej do puszczania “w tle”. Piosenkom trochę bliżej do poezji śpiewanej (sic!), chociaż oczywiście nie mówię, że to źle - po prostu inaczej.
$liwa: Jak zawsze myślę, że trafna uwaga. Chciałbym zwrócić teraz uwagę na tytuł Nieprzygoda mam uczucie, że ta płyta jest nastawiona na “nie” brakuje jakiegoś optymizmu na tej płycie, jest parę piosenek ciekawych i radosnych, ale jest to mniejszość, możliwe ze zespół właśnie tak chciał zaprezentować ten album. Na płycie oczywiście znajdziemy tytułową piosenkę, jak już pisałem mało optymistyczną.
Paweł: Tak, racja. Szczerze mówiąc brakuje mi kawałków bardziej dynamicznych w rodzaju Krakowsky, Bakteryja, czy Psychologa. Takich, których można słuchać przytupując nogą i skupiając się tylko na nich. Happysad tym razem stworzył świetną “muzykę tła”, ale jednak bardziej przypadł mi do gustu misz-masz obu stylów, jak w Podróżach z i pod prąd. Oczywiście nie twierdzę, że jest źle - wręcz przeciwnie - jest świetnie, choć nie doskonale. Podoba mi się Milowy las, momentami zahaczający wręcz o styl kultowego Starego Dobrego Małżeństwa, albo Taka historia (jeden z bardziej dynamicznych kawałków), a Armagedon ma świetną linię melodyczną. Zresztą, to dobrze, że zespół ewoluuje - jednym taka ewolucja może się nie spodobać, ale lepsze to niż jednostajność - zwłaszcza, że wielu nowych fanów pokocha Happysad właśnie za Nieprzygodę.
$liwa: Powiem Ci że sama piosenka Nieprzygoda skojarzyłem przypadkowo gdyż nie patrzyłem na tytuły piosenek. To była jedna z tych piosenek które zeszły na drugi plan i nadal chyba tak jest. Za to do moich ulubionych mogę zaliczyć, już śpiewane wcześniej IQ, piosenka napisana bardzo z humorem.
Paweł: Moje podsumowanie jest takie - płyta bardziej do posłuchania “w tle”, niż do skupienia się na niej samej - chociaż jednocześnie teksty piosenek zasługują na wsłuchanie się w nie na przykład wieczorem przed snem. Brakuje trochę dynamicznych kawałków, ale płyta jest po prostu w takim stylu. Na poprzednich płytach były piosenki, które się mocno wyróżniały, i takie, które schodziły na drugi plan. Tutaj piosenki mają bardziej równy poziom, więc z jednej strony nie zauważamy “gorszych” elementów, ale z drugiej nie ma też kawałków, w których jakoś wyjątkowo się “zakochujemy”.
$liwa: Dodam tylko, że tytuł nie jest przeznaczony dla osób które są w jakieś depresji czy w trudnych chwilach, polecałbym w takim wypatku wcześniejsze płyty. Muzyka jest raczej dynamiczna i godna posłuchania. Myślę że puszczając sam podkład, większość osób myślałaby, że tekst jest optymistyczny, i tutaj mogliby się zdziwić. Tutaj tkwi chyba sekret zespołu, że mimo dynamicznej muzyki i na pierwsze “posłuchanie” pozytywnej, umieją dobrać taki tekst który nie kontrastuje z muzyką, a jednocześnie bliżej jest mu do pesymizmu.
Moje podsumowanie: Czy warto kupić płytę? Fani zespołu na pewno się nie zawiodą. Ludzie, którzy wcześniej słyszeli Happysad tylko w radiu, powinni raczej zacząć od wcześniejszych płyt, chociażby “Podróży z i pod prąd.
Edit: Na koniec jeszcze kilka słów od Mło, który skupił się bardziej na technicznej stronie płyty i jako gitarzysta ocenił “warsztat” zespołu. Zapraszam do czytania.
Mło: Jeżeli chodzi o styl – Happysad sam określa swoją muzykę jako rock regresywny. Nie powiedziałbym żeby ich muzyka zahaczała o punk rock ani w formie muzycznej ani tekstowej. Nie ma tu typowych gitar punkowych chyba że Power Chords (chwyty grane jedynie na strunach basowych) – one jednak są charakterystyczne dla muzyki rockowej, nie mówiąc o metalowej.
Jeśli chodzi o teksty sam zespół zaznacza, że nie przedstawiają żadnej ideologii – dla nich liczy się przede wszystkim muzyka i nie chcą być „podpinani do zespołów które od 20 lat buntują się”. Jest to raczej luźne przedstawianie otaczającej nas rzeczywistości w poetyckim stylu.
Tak jak druga płyta była znaczną rewolucją w stosunku do pierwszej tak i na przykładzie tej widać że zespół cały czas się rozwija. Warstwa muzyczna, jeszcze lepsza niż w Podróżach z i pod prąd, przestaje być tłem dla wokalu Kuby Kawalca (wg mnie świetny głos), a staje się czymś w rodzaju „drugiego wokalisty”.
Mamy tu rockowe Power Chords (patrz Długa Droga w Dół od około 2:25 minuty), solowe zagrywki z częstym podciąganiem struny (patrz początek Nieprzygoda - przy słowach „przyszły do mnie gdy będę sam” osiąga dosłownie apogeum) i lekką gitarę reagge/ska. Warto zwrócić też uwagę na solowe przygrywki w tle ostrej gitary, na które bez przysłuchania nie zwraca się zbytnio uwagi.
Nie zgodziłbym się natomiast, że płyta jest bardziej do tła niż do słuchania – według mnie nadaje się i do tego, i do tego . Jest wiele piosenek które od razu zwróciły moją uwagę (Milowy Las, Damy Radę, Długa Droga w Dół, IQ czy Powroty). Brakuje rzeczywiście bardziej dynamicznych piosenek, ale jest to wada którą mogę przełknąć.
Podsumowanie Mło: Czy warto kupić? Tak. Płyta ma klimat, jest dojrzała i solidnie wykonana. Jeżeli ktoś nie miał jeszcze kontaktu z zespołem polecam jednak zacząć od Podróż z i pod prąd. Pierwsza płyta też jest dobra, ale pod względem wykonania nie dochodzi do pięt następnym dwóm. Jest to bardziej taki garażowy punk (trochę w stylu kalifornijskiego) – więc jeśli ktoś woli takie klimaty może zacząć od niej – w końcu to z niej podchodzi chyba nadal największy hit zespołu - Zanim Pójdę.


Tip: Płyta jest dostępna w sprzedaży od września. Kosztuje 30 złotych, i możecie ją dostać na przykład 




Wszystkie





