Trendy w światowym kinie “Ekipa” - recenzja
Podoba mi się!

Happysad: “Nieprzygoda” - recenzja

wrzesień 14th, 2007, Paweł Opydo

Happysad - polski zespół rockowy, który jest znany i kochany przez młodych ludzi w naszym kraju, mimo, że nie jest stałym gościem wszystkich komercyjnych festiwali. Ba, w zasadzie muzyka przez nich grana absolutnie nie jest adresowana do wszystkich “jak leci”, a warstwa tekstowa też w pewnym sensie zawęża listę potencjalnych fanów. A jednak, Happysad jest jednym z niewielu polskich zespołów, których nie tylko słucham, ale także uważam się za ich fana.

Piszę to wszystko z jednego prostego powodu - oto w ostatnich dniach na półki sklepowe trafiła długo oczekiwana, trzecia płyta rzeczonego zespołu, zatytułowana “Nieprzygoda”. Tak więc, żeby było trochę oryginalnie, postanowiliśmy wraz ze $liwą (znanym pewnie wielu czytelnikom z Imperium Diablo) napisać wspólną recenzję tego wydawnictwa. Żeby zbytnio nie przedłużać - zapraszam do lektury.

Tip: Płyta jest dostępna w sprzedaży od września. Kosztuje 30 złotych, i możecie ją dostać na przykład tutaj, w sklepie rekomendowanym przez sam zespół. Serdecznie polecam!

Paweł OpydoPaweł: Wrzesień już w połowie, a my od jego pierwszego dnia możemy kupić w sklepach nową płytę zespołu Happysad, zatytułowaną Nieprzygoda. Jest to trzecia długogrająca płyta grupy, która zaczynała od przygrywania przed koncertami sław - a potem sama stała się sławną. Chłopaki grają coś pomiędzy rockiem a punkrockiem - chociaż nie w stylu kalifornijskiego punka. Do tego charakterystycznym elementem zespołu są poetyckie teksty.

$liwa$liwa: Ich styl jest trudny do sklasyfikowania, jednak na stoiskach Empik ich płyty możemy znaleźć w szeroko pojętym dziale muzyki alternatywnej, myślę że tutaj możemy ją przyporządkować i jednocześnie nikogo nie okłamać. Co do tekstów piosenek, mówią one o prawdzie która się dzieje w Polsce i na świecie, ale jak to ładnie ująłeś nie językiem dosłownym, jak to często dzieje się w piosenkach raperów, ale w sposób poetycki, który szybko przemawia do potencjalnego słuchacza.

Paweł OpydoPaweł: Nie do końca się zgodzę, że teksty tak szybko przemawiają do słuchaczy. Powiedziałbym raczej, że są przeznaczone dla dość wąskiej grupy odbiorców, bo często trzeba się kilka razy zastanowić nad tekstem, żeby rozgryźć o co w nim chodzi - a wtedy nagle okazuje się, że cała jego treść jest zaskakująco prawdziwa i logiczna. Zresztą, czasem bywa kontrowersyjnie - patrz kawałek Z pamiętnika młodej zielarki z poprzedniej płyty.

$liwa$liwa: Myślę, że to zależy od poziomu interpretacji tekstu, zgodzę się, że na pierwsze “przesłuchanie”, tekst jest rozumiany dosłownie i nie odkrywamy tego, że dotyczy to nas samych, Polski czy naszych charakterów. Przykładem może być Jałowiec, pierwszy raz jak słyszałem tą piosenkę myślałem że autor chciał pokazać Utopijne państwo, jednak za którymś razem możemy dojść do wniosku, że grupa wyśmiewa się z cechy charakteru wspólnej dla większości ludzi. Jakiej? Odsyłam do owej piosenki.

Paweł OpydoPaweł: Nie wiem czy większości ludzi, ale większości Polaków na pewno. To zresztą też zależy od indywidualnej interpretacji. Akurat w Jałowcu mnogość możliwych interpretacji jest wyjątkowo zaskakująca. Zresztą, mam wrażenie, że z każdą kolejną płytą teksty są coraz dojrzalsze i mniej dosłowne, i właśnie Nieprzygoda jest apogeum poetyckiej wartości tekstów Happysad.

$liwa$liwa: Intrepretacji każdej piosenki jest na pewno kilka i dlatego myślę, że ich muzyka się nie nudzi. Tekst jest bardzo dojrzały jak zauważyłeś, ale ja zauważyłem także, że ich podkład muzyczny zmienił się znacznie od tego co było we wcześniejszych płytach, tam podkład był na drugim planie, nie można powiedzieć że monotonny, ale mniej urozmaicony niż jest to teraz, szczerze powiem, że czasami niektóre wstawki muzyczne trochę mnie denerwują.

Paweł OpydoPaweł: Wiesz, mnie tam może nie denerwują, ale z płyty na płytę mam trochę inne podejście do Happysadu. O ile pierwsza to były kawałki do słuchania, a druga była czymś pomiędzy, to trzecia jest już raczej do puszczania “w tle”. Piosenkom trochę bliżej do poezji śpiewanej (sic!), chociaż oczywiście nie mówię, że to źle - po prostu inaczej.

$liwa$liwa: Jak zawsze myślę, że trafna uwaga. Chciałbym zwrócić teraz uwagę na tytuł Nieprzygoda mam uczucie, że ta płyta jest nastawiona na “nie” brakuje jakiegoś optymizmu na tej płycie, jest parę piosenek ciekawych i radosnych, ale jest to mniejszość, możliwe ze zespół właśnie tak chciał zaprezentować ten album. Na płycie oczywiście znajdziemy tytułową piosenkę, jak już pisałem mało optymistyczną.

Paweł OpydoPaweł: Tak, racja. Szczerze mówiąc brakuje mi kawałków bardziej dynamicznych w rodzaju Krakowsky, Bakteryja, czy Psychologa. Takich, których można słuchać przytupując nogą i skupiając się tylko na nich. Happysad tym razem stworzył świetną “muzykę tła”, ale jednak bardziej przypadł mi do gustu misz-masz obu stylów, jak w Podróżach z i pod prąd. Oczywiście nie twierdzę, że jest źle - wręcz przeciwnie - jest świetnie, choć nie doskonale. Podoba mi się Milowy las, momentami zahaczający wręcz o styl kultowego Starego Dobrego Małżeństwa, albo Taka historia (jeden z bardziej dynamicznych kawałków), a Armagedon ma świetną linię melodyczną. Zresztą, to dobrze, że zespół ewoluuje - jednym taka ewolucja może się nie spodobać, ale lepsze to niż jednostajność - zwłaszcza, że wielu nowych fanów pokocha Happysad właśnie za Nieprzygodę.

$liwa$liwa: Powiem Ci że sama piosenka Nieprzygoda skojarzyłem przypadkowo gdyż nie patrzyłem na tytuły piosenek. To była jedna z tych piosenek które zeszły na drugi plan i nadal chyba tak jest. Za to do moich ulubionych mogę zaliczyć, już śpiewane wcześniej IQ, piosenka napisana bardzo z humorem.

Paweł OpydoPaweł: Moje podsumowanie jest takie - płyta bardziej do posłuchania “w tle”, niż do skupienia się na niej samej - chociaż jednocześnie teksty piosenek zasługują na wsłuchanie się w nie na przykład wieczorem przed snem. Brakuje trochę dynamicznych kawałków, ale płyta jest po prostu w takim stylu. Na poprzednich płytach były piosenki, które się mocno wyróżniały, i takie, które schodziły na drugi plan. Tutaj piosenki mają bardziej równy poziom, więc z jednej strony nie zauważamy “gorszych” elementów, ale z drugiej nie ma też kawałków, w których jakoś wyjątkowo się “zakochujemy”.

$liwa$liwa: Dodam tylko, że tytuł nie jest przeznaczony dla osób które są w jakieś depresji czy w trudnych chwilach, polecałbym w takim wypatku wcześniejsze płyty. Muzyka jest raczej dynamiczna i godna posłuchania. Myślę że puszczając sam podkład, większość osób myślałaby, że tekst jest optymistyczny, i tutaj mogliby się zdziwić. Tutaj tkwi chyba sekret zespołu, że mimo dynamicznej muzyki i na pierwsze “posłuchanie” pozytywnej, umieją dobrać taki tekst który nie kontrastuje z muzyką, a jednocześnie bliżej jest mu do pesymizmu.

Moje podsumowanie: Czy warto kupić płytę? Fani zespołu na pewno się nie zawiodą. Ludzie, którzy wcześniej słyszeli Happysad tylko w radiu, powinni raczej zacząć od wcześniejszych płyt, chociażby “Podróży z i pod prąd.


Edit: Na koniec jeszcze kilka słów od Mło, który skupił się bardziej na technicznej stronie płyty i jako gitarzysta ocenił “warsztat” zespołu. Zapraszam do czytania.

MłoMło: Jeżeli chodzi o styl – Happysad sam określa swoją muzykę jako rock regresywny. Nie powiedziałbym żeby ich muzyka zahaczała o punk rock ani w formie muzycznej ani tekstowej. Nie ma tu typowych gitar punkowych chyba że Power Chords (chwyty grane jedynie na strunach basowych) – one jednak są charakterystyczne dla muzyki rockowej, nie mówiąc o metalowej.

Jeśli chodzi o teksty sam zespół zaznacza, że nie przedstawiają żadnej ideologii – dla nich liczy się przede wszystkim muzyka i nie chcą być „podpinani do zespołów które od 20 lat buntują się”. Jest to raczej luźne przedstawianie otaczającej nas rzeczywistości w poetyckim stylu.

Tak jak druga płyta była znaczną rewolucją w stosunku do pierwszej tak i na przykładzie tej widać że zespół cały czas się rozwija. Warstwa muzyczna, jeszcze lepsza niż w Podróżach z i pod prąd, przestaje być tłem dla wokalu Kuby Kawalca (wg mnie świetny głos), a staje się czymś w rodzaju „drugiego wokalisty”.

Mamy tu rockowe Power Chords (patrz Długa Droga w Dół od około 2:25 minuty), solowe zagrywki z częstym podciąganiem struny (patrz początek Nieprzygoda - przy słowach „przyszły do mnie gdy będę sam” osiąga dosłownie apogeum) i lekką gitarę reagge/ska. Warto zwrócić też uwagę na solowe przygrywki w tle ostrej gitary, na które bez przysłuchania nie zwraca się zbytnio uwagi.

Nie zgodziłbym się natomiast, że płyta jest bardziej do tła niż do słuchania – według mnie nadaje się i do tego, i do tego . Jest wiele piosenek które od razu zwróciły moją uwagę (Milowy Las, Damy Radę, Długa Droga w Dół, IQ czy Powroty). Brakuje rzeczywiście bardziej dynamicznych piosenek, ale jest to wada którą mogę przełknąć.

Podsumowanie Mło: Czy warto kupić? Tak. Płyta ma klimat, jest dojrzała i solidnie wykonana. Jeżeli ktoś nie miał jeszcze kontaktu z zespołem polecam jednak zacząć od Podróż z i pod prąd. Pierwsza płyta też jest dobra, ale pod względem wykonania nie dochodzi do pięt następnym dwóm. Jest to bardziej taki garażowy punk (trochę w stylu kalifornijskiego) – więc jeśli ktoś woli takie klimaty może zacząć od niej – w końcu to z niej podchodzi chyba nadal największy hit zespołu - Zanim Pójdę.



Kategorie: Kultura, Muzyka |

33 komentarzy do wpisu “Happysad: “Nieprzygoda” - recenzja”


Quasimodo:

Jeszcze nie mam tej płyty, ale na pewno kupię :)

Gem:

Fajna recenzja, chociaż nie-fani mogą niektórych rzeczy nie skumać :P Tak czy owak płytę pewnie warto kupiż.

OldSzeterhend:

Płyta świetna :D I nowa trasa koncertowa! Ktoś się wybiera? ;)

Paweł Opydo:

@Quasimodo - serdecznie polecam zakup :]

Paweł Opydo:

@Gem - w sumie racja, szczególnie, że odnosimy się w kilku miejscach do poprzednich płyt/piosenek, nie tłumacząc w sumie o co chodzi :) Ale myślę, że nie jest tak źle :]

Paweł Opydo:

@OldSzeterhend - 13 października grają w Krakowskim klubie “Studio”, mam nadzieję się wybrać :]

Qpak:

Mam już płytę-rządzi :D:D:D

Paweł Opydo:

@Qpak - miłego słuchania w takim razie ;)

Qba:

Nie znam zespołu, ale lubię tego typu klimaty :) Więc pewnie sprubuje po tej recenzji :)

Aga:

Oj, jaki długi tekst ;)

Paweł Opydo:

@Qba - tak jak mówię, polecam rozpoczęcie od poprzedniej płyty :)

Paweł Opydo:

@Aga - tyle literek, co? ;)

Azet:

Super tekst :) Więcej info nie trzeba, dzięki, kupuje!!!

Milena:

Recenzja według mnie poroniona…. nie trafia w sedno. Zresztą już po przeczytaniu tekstu, iż HappySad to punk/punkrock, nie wspomniawszy już o kalifornijskim punku (podejrzewam, że autor recenzji nie ma pojęcia o tej odmianie punku), każdy człowiek, który zna się choć odrobinę na muzyce alternatywnej załamie ręce. Ludzie, nie piszcie o czymś w ogóle się na tym nie znając!

Paweł Opydo:

@Milena - gdybyś czytała uważnie, to może doczytałabyś wyraźne podkreślenie, że Happysad to NIE JEST kalifornijski punk.

Parafrazując - ludzie, nie komentujcie, jeśli nie potraficie czytać ze zrozumieniem.

Milena:

“Pierwsza płyta też jest dobra, ale pod względem wykonania nie dochodzi do pięt następnym dwóm. Jest to bardziej taki garażowy punk (trochę w stylu kalifornijskiego)” - brzmi znajomo?

cóż zostaje mi napisać… parafraza ładne słowo… czyżby kolejne, którego znaczenia nie znasz?

Parafrazując - ludzie, jak już piszecie recenzje to zdawajcie sobie sprawę z faktu, iż ktoś może przeczytać całość, a nie tylko wprowadzenie…

Paweł Opydo:

@Milena - po pierwsze, zorientuj się kto co pisze w tym tekście. Po drugie, upewnij się o której płycie mowa.

I po trzecie - NAJWAŻNIEJSZE - dowiedz się co oznacza “trochę w stylu”.

Milena:

Jeszcze raz powtarzam - przeczytałam całość i wiem, że “trochę w stylu kalifornijskiego” tyczyło się płyty “Podróże z i pod prąd”. Jednakże owa płyta z kalifornijskim punkiem nie ma nic wspólnego. Kalifornijski punk kojarzy się z komercją… łączy w sobie elementy rocka i popu. Osobiście uważam zresztą, że użycie słowa “punk” w określeniu tego typu muzyki jest niemal profanacją… bo skoro Green Day ma coś wspólnego z punkiem to równie dobrze Evansence można by nazwać zespołem death metalowym. Laicy, w moim mniemaniu, zawsze niezbyt trafnie “szufladkowali” zespoły… Jednak nie do tego dążę. Pierwsza płyta zespołu HappySad wyraźnie różni się od dwóch kolejnych, jest najbardziej “prawdziwa”, i nie zajeżdża robocizną pod publiczkę… Dwie kolejne płyty są już skażone naszą cudowną popkulturą, nie mają alternatywnego brzmienia. Stąd uważam, że właśnie płyta “Podróże z i pod prąd” ma akurat najmniej wspólnego z komercyjnym kalifornijskim punkiem.

Paweł Opydo:

Czyli Twoja definicja kalifornijskiego punka to “komercyjna odmiana punka”? :) Ciekawy punkt widzenia. Niemniej - bez urazy - wyrosłem już z widzenia wszędzie wokół komercji i buntowaniu się przeciw całemu światu.

Elementy rocka i popu łączy w sobie pop-punk, a to troszkę co innego :]

Pierwsza płyta jest technicznie niedoskonała, brak jej szlifu. Ale mam wrażenie, że należysz do tej grupy ludzi, która uważa, że najlepsze jest w zasadzie to, czego słuchać się nie da - to dopiero anty-komercja i underground! ;]

P.S. Zgaduję, że uważasz, że stare kawałki Offspringa były wspaniałe i kultowe, a nowe to komercha? :)

Milena:

Czyli Twoja definicja kalifornijskiego punka to “komercyjna odmiana punka”? —> delikatna nadinterpretacja

Napisałam, że KOJARZY MI SIĘ z komercją… bo jeśli np Green Day jest zaliczany do kalifornijskiego punku, to z czym innym może się to kojarzyć?
Dla mnie kalifornijski punk to po prostu okropna tandeta… posłuchaj CF98, też kalifornijski punk. Ale jeśli punkiem nazywamy muzykę w której jakaś emo laska z głosem Avril Lavigne się wydziera że ona “so many boys enjoy” to chyba jesteśmy w dupie…

I mylisz się jeśli myślisz, że w ramach walki z komercją nagrywam sobie piłę mechaniczną, rozstrojoną gitarę, kombajn i spalinową kosiarkę do trawy, później to miksuję i napawam się tym tak długo, aż przeżyję katharsis…

P.S. Dlaczego podtrzymujesz tą “zacną wymianę poglądów” zadając mi pytanie? Właściwie powinnam chyba napisać “dlaczego podtrzymuje pan…”, bo PAŃSKI poprzedni post zalatywał mi aroganckim “Ja jestem doświadczonym i dojrzałym emocjonalnie koneserem muzyki, a Ty jesteś niesubordynowaną gówniarą i masz pod skórą receptory komercji.”

Adam:

Ja tam np. Happysad’a nie słucham prawie wcale,a słuchałem tylko właśnie płytę o której jest mowa, i stwierdzam, ze Kalifornią wcale nie zalatuje :D Chociaż co ja tam wiem, jestem tylko słuchaczem, który jednak wie, że RHCP to jak najbardziej wspominany wyżej Californian’s Punk :] Łatwa sprawa, porównajmy RHCP i Happysad i już :D Co wychodzi? Całkiem NIE podobne brzmienie ;) Nie mówie że oba te zespoły grają tylko w jednym stylu, bo powiedzmy sobie szczerze, nie ma ŻADNEGO zespołu na całym świecie który gra tylko w jednym stylu :) Ja ogólnie proponuje nie skakać sobie do gardeł ;)

Parafrazując ;) Widze że lubiane słowo ;D Parafrazując znany wers z piosenki zespołu grającego metal alternatywny z elementami ormiańskiego folku, zakończe po prostu - “I need to fuck the style” :D Bo kogo obochodzi styl? Wazne zeby słuchało się miło :]

Paweł Opydo:

Nikt nie powiedział, że HS to kalifornijski punk. Pisze tam tylko, że NIEKTÓRE i do tego STARSZE kawałki HS KOJARZYŁY SIĘ z tym stylem.

Zgadzam się z Adamem, że nie ma zespołu, który ma jasno określony styl i nie miesza różnych odmian muzyki.

A co do komercji… Kalifornijski punk to odmiana muzyki, styl muzyczny, który określają pewne cechy. To, czy zespoły do niego zaliczane komercyjne (czyli grające to, co ludziom się podoba - cóż za zbrodnia ;]), czy nie, to już inna sprawa.

WHatever zresztą, ja tam oceniam, czy mi się muzyka podoba, a nie czy zespół jest “komercyjny” czy “andergrałndowy”.

Dawid Góra:

Paweł, nie czytałem waszej dyskusji dokładnie. Nie wdając się w żadną polemikę chcę tylko wyraźnie przedstawić swoją opinię. Happysad po prostu nie gra punka, a i jego niekomercyjność jest mówiąc delikatnie, wątpliwa.

Dawid Góra:

Przeczytałem teraz jeszcze jeden fragment :P Wyprzedzając Twoją prawdopodobną odpowiedź na moją opinię - nie szukam na siłę komercji, a jeśli ktoś Happysad nazywa zespołem z pogranicza punka, to proponuję posłuchać Dezertera czy choćby Włochatego. Same zespoły nie tworzą stylu muzycznego, ale (nic nie sugeruję :) ) czasem po prostu trzeba się osłuchać z legendami punk-rocka, czy jakiegokolwiek alternatywnego stylu muzycznego, żeby potem stwierdzać czy jakiś zespół do niego należy czy nie. Albo czy choć o ten styl trąca :P Nie chcę tu toczyć ewentualnej dyskusji, bo się znamy - jak coś to pisz na gg :)

Paweł Opydo:

@Dawid - “ocierać się o punk” można na różne sposoby i od różnych stron :) Zresztą, nawet zespoły uważane za kanon różnią się stylem, więc nigdy nie ma jakiejś ujednoliconej definicji.

A komercja? Jestem baaaardzo przeciw nadużywaniu tego słowa, bo obecnie sytuację mamy taką, że zespół powinien najlepiej grać tylko w garażu i nikomu się nie podobać, bo inaczej będzie komercyjny ;) Ale to taka polska cecha. Weź takiego Rubika - ja tam go nie słucham, jego kawałki są jakieś mało wpadające w ucho. Ale w MOJE ucho - i nie mam problemu z tym, że facet jest popularny - dorobił się popularności swoją pracą, i bardzo dobrze.

I - jak wielokrotnie powtarzam - jeżeli zespół jest “komercyjny”, bo gra muzykę, która się ludziom podoba - to proszę bardzo, bądźmy komercyjni :) Mnie się HS podoba, więc czym bardziej “komercyjni” będą, tym lepiej ;]

Bo jacy mają być? Niekomercyjni? ;] Znaczy co, rozdawać płyty za darmo czy co? ;]

Paweł Opydo:

P.S. Dezertera nie lubię, nie podoba mi się, nie słucham :) A oni są niekomercyjni? :] To co jedzą na obiad, ideały? :)

Nie wiem, może się mylę, ale ten sposób myślenia (jak ktoś odniesie sukces, to znaczy, że jest komercyjny i w ogóle chłam) wydaje mi się typową wrednością naszych rodaków :)

Paweł Opydo:

P.P.S. A gatunek określiłbym jako alternatywny rock dość mocno okraszony reggae i momentami o pop, z elementami punkrocka :] Jak już mamy być precyzyjni ;)

Dawid Góra:

No tak. Tak precyzyjne określenie jest faktycznie znacznie lepsze :D O komercji mam trochę inne zdanie, ale jestem bliższy Twojego niż tego typowo polskiego. Pisałem o tym, bo podkreśliłeś fakt nie uczestniczenia Happysadu w komercyjnych festiwalach. Jeśli chodzi o Dezertera - ich kawałek leciał kiedyś na Vivie. Ale na chleb, żeby nie powiedzieć na obiad, zarabiają (o ile mam dobre informacje) inną pracą. Nie zajmują się tylko śpiewaniem. Faktycznie z undergroundu trudno wyżyć. Na szczęście.

Paweł Opydo:

Wiesz, ja po prostu słucham tego, co mi wpada w ucho i się podoba - nie zastanawiam się, czy zespół gra po garażach, czy puszczają go na MTV :)

Z jednej strony łapię się za głowę widząc setki nastolatek, dla których muzyka kończy się na tym, co puszcza RMF i Zet, ale z drugiej nie popieram też tych, którzy “na siłę” chcą być niekomercyjni i undergraundowi :)

Zespół powinien grać taką muzykę, jaką potrafi najlepiej i najbardziej lubi - a to, czy spodoba się ona masie ludzi, czy “podziemnej” garstce, nie powinno ich tak naprawdę zajmować - na tym wg. mnie polega niezależność.

alojz:

Happysad najlepszy był na pierwszej płycie, druga to była powtórka z rozrywki, trzecia natomiast to już w warstwie tekstowej momentami przypomina grafomaństwo - słuchając niektórych utworów pojawiał się na mojej twarzy wyraz zażenowania. A może już z takiej muzyki po prostu wyrosłem? Nie ukrywajmy przecież, że jest to harcersko-ogniskowy rock przeznaczony dla młodej grupy odbiorców (liceuu i ewentualnie początek studiów), z czasem takie teksty nie robią już żadnego wrażenia, a jedynie żenują, a melodie również za łatwo wpadają w ucho i nie wymagają żadnego skupienia i wysiłku. No cóż, na koncertach może i dobrze się tego słucha - nie wiem, nie byłem - ale generalnie jest to prosty rock dla niewymagających słuchaczy. Dobry na początek, od czegoś trzeba zacząć uczyć się słuchać ambitnej muzyki, jednak po pewnym czasie taką muzykę należy porzucić; jeszcze nawiązując do tej edukacji muzycznej - metaforycznie Happysad to taki koniec podstawówki, początek liceum (mówię o starym systemie, bo w takim się uczyłem). Mimo wszystko, pozdrawiam wszystkich fanów tej formacji - kiedyś też się do nich zaliczałem :)

Paweł Opydo:

@alojz - ja znowu nie zgadzam się z poglądem, że rozwój gustu muzycznego polega na tym, że słuchamy coraz mniej wpadających w ucho kawałków :)

Każdemu “wpada w ucho” co innego, i na tym imho polega własny gust.

Komuś wpada w ucho techniawa, a mnie głowa od tego boli, ale za to wpada mi w ucho Happysad. Czy to znaczy, że jeżeli przestanę słuchać Happysad (wpada) i zacznę słuchać techno (nie wpada), to będę się muzycznie rozwijał? :)

pzdr

alojz:

Nie to miałem na myśli. Chodzi mi o to, że takiej muzyki, jaką robi Happysad, Habakuk, nawet momentami Kazik - to jest wszystko ten sam nurt, mimo iż są to różne gatunki, ale ja nie lubię nikogo szufladkować - słucha się łatwo i przyjemnie, niektóre melodie po jednokrotnym przesłuchaniu już wpadają w ucho, oczywiście nie mówię, że to coś złego, tak jak napisałeś każdemu wpada w ucho coś innego i na tym polega gust muzyczny, jednak ja od muzyki wymagam już czegoś więcej. Słucham zespołów, czy muzyków, których płyty nie wchodzą gładko po jednokrotnym przesłuchaniu, takich, przy których trzeba trochę wysiłku, aby coś w tej muzyce dostrzec i przesłuchać dane utwory wielokrotnie, zanim znajdzie się coś ciekawego.
Co do ostatniego pytania, to sądzę, że przy takiej zmianie zaczniesz się muzycznie cofać, chociaż nie wiem, krytyk muzyczny ze mnie żaden i autorytet również, a techno to jednak dla mnie nie muzyka w klasycznym tego słowa znaczeniu, bo za muzykę uważam tylko dźwięki wydobywane z prawdziwych instrumentów, a nie z komputera, co nie wyklucza oczywiście różnych eksperymentów z elektroniką, ale to temat na osobną dyskusję.
Reasumując - od jakiegoś czasu Happysad już nie słucham - trzecia płyta, to dla mnie ich artystyczna porażka, choć wcześniejsze dokonania artystycznie również nie były wygórowane, to jednak można było znaleźć kilka ciekawych pozycji. Oczywiście to tylko moja opinia, nie musisz się z nią zgadzać, ale na mnie Happysad już przestał robić jakiekolwiek wrażenie.

Pozdrawiam.

Paweł Opydo:

Oczywiście ja w pewien sposób uogólniam, ale jestem mocno przeciwko “szufladkowaniu” muzyki na underground, który nie wpada w ucho, i jest dojrzały, i mtvpop, który wpada w ucho, i jest dla dzieci (oczywiście w tym wypadku pokazuję skrajność, nie twierdzę, że Ty tak mówisz).

Sam zresztą słucham też muzyki artystycznie “cięższej”, chociażby najnowszych płyt SDMu, o których można wiele powiedzieć, ale na pewno nie to, że są tekstowo proste i łatwo wpadające w ucho :)

Napisz komentarz


Partnerzy Szukaj RSS  
Partnerzy Szukaj RSS