“Transformers” - recenzja |
Paweł Opydo Ogromne roboty z kosmosu, które potrafią dostosowywać swój wygląd tak, że zmieniają się w pojazdy znane z naszego świata. Ich wojna z odległej planety Cybertron przenosi się na Ziemię, a oglądać ją mogliśmy do tej pory w komiksach i filmach animowanych. Dla nikogo nie jest chyba zaskoczeniem powstanie filmu pełnometrażowego, którego akcja ma miejsce w tym uniwersum.
Zgodnie z tradycją, od razu zaznaczam, że moja recenzja zawiera spoilery dotyczące fabuły filmu, i jeśli komuś strasznie zależy, żeby nie wiedzieć nic na ten temat, niech nie czyta kolejnych paragrafów. Prawda jest jednak taka, że historia nie jest tu niczym odkrywczym, a świat Autobotów i Deceptikonów jest tak znany, że przebieg akcji nie powinien być dla nikogo zaskakujący.
Ogólnie - wbrew hasłom reklamowym w zwiastunach film jest dość… kameralny. To znaczy - nie ma się co spodziewać trzeciej wojny światowej na Ziemi z Transformersami w roli głównej. W sumie Autobotów jest tu 5-6 a Deceptikonów tylko trochę więcej. Oczywiście, akcja jest wartka, pełna wybuchów i efektów specjalnych - niemniej byłem opisywanym faktem nieco zaskoczony - spodziewałem się wielkiego, międzygalaktycznego konfliktu. Ale tak czy siak, ogromne roboty sieją wokół siebie zniszczenie tak ogromne, że większa ich ilość obróciłaby naszą planetkę w proch.
Sam film - jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest czystą kwintesencją rozrywki, zbiorem efektownych scen i wybuchów z udziałem ogromnych robotów - jest praktycznie idealny. Ogląda się go z uwagą, nie ma dłużyzn, efekty specjalne powalają. Znajdziemy tu i elementy humorystyczne, i całkowicie poważne. Transformersi są po prostu świetna produkcją rozrywkową.
Na potwierdzenie tych słów powiem, że największą wadą, jaką zauważyłem w filmie była… twarz Optimusa Prime’a. Zapamiętałem go z komiksów jako charyzmatycznego przywódcę Autobotów, w charakterystycznej, “samurajskiej” masce na twarzy. Tymczasem w filmie przez większość czasu maskę ma odsłoniętą, i widzimy metalowe usta i zakrzywiony nos… Dziwne.
No właśnie, co do samego wyglądu robotów - oczywiście, mocno zmienione zostały ich pierwotne formy. Proste i trochę naiwne Transformersy z komiksów zostały zmienione w skomplikowane, pełne małych części maszyny. Było to konieczne, ale niestety takie rozwiązanie ma wady. Po pierwsze, w ten sposób wiele robotów straciło charakterystyczne cechy - i przez to trochę trudniej je odróżnić. To jednak pikuś - niestety, na tym tuningu bardzo stracił sam Megatron.
Pamiętam go z komiksów, jako mrocznego przywódcę złych Deceptikonów. W filmie wygląda trochę jak Wombat ze Star Wars (”człowiek śniegu”, który zaatakował Luke’a w Imperium Kontratakuje). Wyszedł z niego mało charakterystyczny, szaro-srebrny zbitek części. Pozbawienie go działka na ramieniu odebrało mu ostatni rozpoznawalny element. Szkoda - zwłaszcza, że w pełnej krasie Megatron (z głosem Hugo Weavinga) prezentuje się dopiero podczas ostatecznej walki z Prime’em.
Tak jak wspominałem, efekty specjalne powalają - choć w niektórych scenach chyba za bardzo silono się na dynamiczność ruchów kamery, przez co widzimy jakieś niezidentyfikowane kupy złomu przysłaniające ekran. Ale to pojedyncze sytuacje.
Jeśli chodzi o muzykę, to twórcy poszli w kierunku stworzenia ścieżki dźwiękowej, której w sumie nie zauważamy, choć bez niej film straciłby połowę napięcia. Do tego słyszymy kilka fajnych kawałków Linkin Park. Ogólnie - jest bardzo ok.
Aktorsko - solidnie. Główny bohater (Shia LaBeouf) bardzo dobrze, jego partnerka (Megan Fox) trochę bez wyrazu, ale jej rola polegała na pokazaniu czegoś innego, niż umiejętności aktorskich (patrz - zdjęcie). Dobry Jon Voight, reszta obsady w sumie się nie wyróżnia - ale jednocześnie nie przeszkadza.

Podsumowując - jeśli chcecie dobrej zabawy dla dużych chłopców - film perfekcyjny. Jeśli przeszkadza Wam lekko naiwna fabuła (motyw “od zera do bohatera”, do tego “ci dobrzy” wygrywają w mniejszości - i to wszystko okraszone lekkim patosem ze strony Optimusa), albo duża ilość efektów specjalnych - to może lepiej sobie odpuśćcie. Ale to naprawdę solidna ekranizacja kultowego komiksu, a oglądanie na dużym ekranie ogromnych robotów to niezapomniane wrażenia - które polecam serdecznie.
Edit: Na koniec kilka ciekawostek i luźnych uwag, dotyczących filmu:
- Pojawia się mały robot - Frenzy - który pełni rolę rozśmieszacza z amerykańskich filmów - coś jak Jar-Jar w Star Wars. Jest “ożywionym”… Boomboxem - Deceptikonem, i mimo dość zabawnego zachowania (coś mruczy pod nosem, skrada się jak kojot Willy z Looney Tunes) jest jednocześnie groteskowo morderczy.
- Optimus Prime ma namalowane płomienie, a do tego w wielu scenach pojawia się bez maski na twarzy.
- Żeby zaoszczędzić na efektach specjalnych, wykorzystane zmontowane od nowa (i trochę przerobione komputerowo) sceny z Apollo 13 (ujęcia w kosmosie) i… Pearl Harbour (płynące lotniskowce). Zdjęcie poniżej.
- W kilku scenach oglądamy Autoboty zaraz po wylądowaniu, w formie “naturalnej” - tj. zanim dostosowali swój wygląd tak, żeby zmieniać się w ziemskie pojazdy. Są wtedy trochę prostsze, metaliczno-niebieskie (jeden z nich jest widoczny na trailerze, wychodzi z… basenu).
- Strascream jak zawsze dostaje opierdziel od Megatrona
- W filmie znajdziemy wiele nieprawdopodobnych scen z “ukrywającymi się” Autobotami - chociażby wtedy, kiedy chowają się przed rodzicami głównego bohatera. Ci nic nie słyszą, mimo że Optimus i jego kompani rozmawiają pod otwartym oknem.
- Megatron jest jedynym pojawiającym się w filmie robotem, który nie dostosowuje swojego wyglądu tak, żeby transformować się w ziemskie maszyny. Stąd jego nieco odmienny wygląd. Zmienia się w cybertroński myśliwiec, ale widać to jegynie w kilku krótkich scenach.
- Deceptikony tworzą hologramy przedstawiające kierowców ich pojazdów. Mimo to, kiedy Barricade jeszcze w postaci samochodu jedzie w kierunku Sama, w środku nie ma nikogo (co jest bardzo dobrze widoczne, ale w żaden sposób nie zaskakuje bohatera). Po chwili kierowca pojawia się znikąd.
- Czytelnicy komiksu z pewnością rozpoznają takie kwestie dialogowe, jak “one shall stand, one shall fall” (Prime do Megatrona) czy “more than meets the eye” (również Optimus, w ostatniej scenie).
- Megatron mówi, tak jak wspominałem, głosem Hugo Weavinga. W rolę Optimusa Prime’a wcielił się ponownie odtwórca tej postaci w serialu - Peter Cullen. Próbka jego charakterystycznego głosu poniżej.










Wszystkie
